MIEJSCOWA GAZETA

Informujemy, iż dnia 01.10.1996 roku do miejscowości Sad Town z wielkim hukiem i bez zapowiedzi zagościło wesołe miasteczko! Zajęło duży teren miasta, jednakże podobno za zgodą burmistrza! Kto by się spodziewał, że Mr. Smutter kiedykolwiek zgodzi się na tak nietypową ugodę? Miejscowi aż wrzą ze wściekłości i krzywo patrzą na kolorowe uządzenia, a jeszcze bardziej na wyszczerzone postacie, które próbowały wcisnąć im dziwne i podejrzanie wyglądające jabłka w zapewne zatrutej pomarańczowej polewie - mówi mieszkanka naszego miasteczka, Pani Bólogłowa. Kto wie ile jeszcze zostało do końca naszego limitu i kiedy zaczną się jawne protesty przeciw mało znanej trupie cyrkowej?



 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ulica główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Klaun
Szmugler śmiechu


Liczba postów : 13
Pochodzenie : Sad Town.

PisanieTemat: Ulica główna   Sro Kwi 30, 2014 4:42 pm

Ulica główna, którą można uznać za serce miasta, jest długa, zaludniona, pełna sklepów, straganów, barów, klubów czy pomniejszych restauracji. Przecinają i krzyżują się z nią co jakiś czas inne, mniejsze uliczki. Wystylizowana na stare miasto, schludna i przestrzenna, zdecydowanie przyciąga uwagę i nawet ponura atmosfera, jaką jest przesiąknięta ze względu na panujące tu obyczaje, nie psuje jej ogólnego, pozytywnego wrażenia. Gdy nadchodzi lato, sezon wypoczynku, ulica nawet nocą nie jest do końca pusta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilean
Ognisty oddech


Liczba postów : 74
Wiek : 116
Pochodzenie : Małe miasto na Gaudium.

PisanieTemat: Re: Ulica główna   Sro Kwi 30, 2014 6:07 pm

Droga do miasta była dla Lilean nie lada wyzwaniem. Delikatne buciki nie były przystosowane do długich spacerów, zwłaszcza tych nocnych, kiedy co chwilę zaczepiały o jakiś kamień albo dołek w drodze, bo ich nieprzyzwyczajona do ciemności właścicielka miała problemy z dostrzeżeniem przeszkód. Po kilku minutach zaczęły boleśnie obcierać pięty, co dodatkowo spowolniło marsz dziewczyny. Zirytowana tym stanem rzeczy, postanowiła kupić jakieś nowe, mocniejsze buty, kiedy tylko dostanie wypłatę. Nie pomagał jej też klaun, który szedł o wiele szybciej mimo problemów z nogą i nie zwolnił ani na chwilę. Nie żeby Lilean go o to poprosiła, to byłby uszczerbek na jej honorze. Ale przecież mógł się domyślić. Specjalnie co jakiś czas wzdychała głośniej, a on nie dostrzegł żadnej sugestii! Phi, znalazł się doskonale wychowany dżentelmen! - westchnęła w duchu. - Udaje miłego, a tak naprawdę nie ma serca!
Obrażała go w duchu przez prawie całą podróż, nie mówiąc jednak nic głośno. Nie mogła przecież okazać żadnej, nawet najdrobniejszej słabości. Jeszcze by to wykorzystał do swoich niecnych celów, i co by wtedy było? Musiałaby wysłuchać jeszcze większej ilości słów dotyczących jej delikatności i kruchości.
Czerwona ze złości i wysiłku, zatrzymała się przy wejściu na ulicę i wstrzymała oddech. Ujrzawszy całkiem dużą grupę ludzi, zmarszczyła brwi. Ile ich tu jest! Czy oni mieli nic innego do roboty w ten ciepły wieczór? Oczywiście nie pomyślała, że ona też zaraz do nich dołączy i inni będą się dziwić, co ona ma tu do roboty. Kolory i światła były tak intensywne, że musiała zmrużyć oczy, przestawione wcześniej na tryb nocny. Nie miała ochoty na wchodzenie dalej, ale wiedziała, że tego nie uniknie. Zaczynała przygotowywać się psychicznie na zetknięcie z tyloma osobami i poczuła, że ten wieczór będzie dla niej dosyć męczący.
Odetchnęła głęboko i spojrzała na klauna z nieszczęśliwą miną.
- Boże, ile tu ludzi! Nie przeszkadzają ci? - Zapytała z nutką rozpaczy w głosie. - Dokąd w ogóle idziemy? - Jej ton nie brzmiał zbyt entuzjastycznie, ale zamiast rozpaczy w jej głosie pojawiła się ciekawość. - Tam, gdzie poszedłbyś, gdybyś był sam? Czy do jakiegoś miejsca, które będzie dostosowane do moich królewskich potrzeb? - Uśmiechnęła się kwaśno.
Spojrzała z obrzydzeniem na dwóch podchmielonych mężczyzn, którzy gwizdnęli, mijając ją i klauna. Mogła przewidzieć, że to tak się skończy, mogła sobie stąd pójść... Miała nadzieję, że wydarzy się coś ciekawego, co chociaż trochę poprawi jej samopoczucie. I że liczba upojonych alkoholem ludzi nie jest tak duża, jak jej się wydawało. Nie dość, że od nich śmierdziało, to nie potrafili kontrolować swoich zachowań, co rzadko kończyło się przyjemnie. Sama nie pijała alkoholu, dziwiło ją wręcz, jak można z własnej woli doprowadzić się do tak tragicznego stanu.
- Znasz tu kogoś? Mam nadzieję, że nie byłeś umówiony, nie mam ochoty poznawać nowych ludzi. - Oznajmiła z wyższością. Nie zamierzała męczyć się z więcej niż jedną osobą z charakterem podobnym do charakteru Klauna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Klaun
Szmugler śmiechu


Liczba postów : 13
Pochodzenie : Sad Town.

PisanieTemat: Re: Ulica główna   Czw Maj 01, 2014 10:00 pm

Szedł żwawo, wręcz wesoło, a fakt, że słyszy koło siebie (czy też za sobą, zważywszy na tępo, jakie obrał) kroki Lilean w zupełności mu wystarczał i nie czuł już potrzeby, by zaszczycać ją spojrzeniem. Jakieś dwa razy podczas drogi do niejasnego celu klaunowi przypomniało się po kilka melodii, które nie dość, że wrzynały się w pamięć i nie chciały milknąć, to na dodatek okazywały się być bardzo irytujące.
- Nie wzdychaj tak, drogi cukiereczku, noc jest piękna i dopiero się zaczyna!
Oh, czyżby klaun źle interpretował sygnały dziewczyny? Kto by pomyślał, że tak inteligentny, wykształcony, dowcipny i wychowany mężczyzna, jakim był George Linstay, mógł cokolwiek nieprawidłowo odebrać.
Niewerbalne obelgi kierowane w jego stronę najwidoczniej nie robiły na nim wrażenia, gdyż uśmiechał się cały czas i zdawało się, że nic nie jest w stanie zepsuć mu humoru. To pewnie denerwowało jego współpracownicę. Szkoda, że nie potrafił czytać w myślach, zapewne bardzo byłby uradowany, gdyby dowiedział się, że na tyle absorbował swoją osobą, iż niektórzy nie mogli przestać o nim myśleć.
Kiedy znaleźli się na samym początku głównej ulicy, klaun wreszcie raczył kątem oka zlustrować towarzyszkę, gdy jednak ujrzał jej poczerwieniałe oblicze, zwrócił ku niej otwarte spojrzenie. Wcale nie było ani ostentacyjne, ani nachalne czy uporczywe, o nie. Ci, którzy znali go nieco lepiej, zwyczajnie musieli mieć jakąś paranoję. Przecież klaun mógł wyrażać jedynie uprzejme zaciekawienie, nieprawdaż? przekrzywił nieznacznie głowę, na moment jego twarz niemal spoważniała. Lub też wyraziła zdziwienie, jak kto woli.
- Źle się czujesz, aniołeczku? Wyglądasz jak moje włosy. - Chociaż otrzymał wyraźny zakaz naruszania jej przestrzeni osobistej, przyłożył wierzchnią część dłoni do jej czoła. - Nie masz przypadkiem gorączki? - Gdzie, jeśli nie u klauna, można było doświadczyć takiej troski, tak bezinteresownego uczucia?
Szybko jednak uznał, że to nie może być nic innego, jak zachwyt miejscem, do którego ją zaprowadził. Uśmiechnął się półgębkiem zadowolony z siebie. Znów zaczął iść, tym razem tak powoli, że nawet najcierpliwszy by nie wytrzymał.
- Ludzie - rozsmakował się w tym słowie. - Ludzie, moja miła, są specyficznymi istotami, bez których byłoby bardzo nudno. Niestety o pożytku z danej rzeczy - cóż za pięknie określenie na żywe istoty - często dowiadujemy się dopiero po jej stracie. Zatem doceniaj ludzi, bo jeszcze kiedyś za nimi zatęsknisz.
Mądrze prawił. Ktoś zaprzeczy?
- A jakież to oczekiwania ma moja szanowna królewna? - spytał z patosem. - Niedaleko jest budka z kebabami - dodał przezornie takim tonem, jakby kebab był szczytem splendoru.
Zmierzył nieodgadnionym spojrzeniem pijaków, a że sporo ich przewyższał, zdecydowali się zmienić zdanie i ominąć i jego, i Lilean szerokim łukiem.
- Co za uprzejmi panowie - rzekł z rozrzewnieniem. - Specjalnie dla nas zrobili przejście, byśmy nie musieli się przepychać.
Wlepił spojrzenie prosto w oczy dziewczyny.
- Tylko ty... i ja - mruknął, mrużąc przebiegle powieki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilean
Ognisty oddech


Liczba postów : 74
Wiek : 116
Pochodzenie : Małe miasto na Gaudium.

PisanieTemat: Re: Ulica główna   Nie Maj 04, 2014 4:18 pm


"Cukiereczku"! Jak ktokolwiek mógł się tak do niej zwracać? Jeśli już miałaby być jakimś cukierkiem, to - w jej mniemaniu - byłaby gorzką landrynką kryjącą w sobie żyletkę. "Aniołkiem" byłaby upadłym, a "królewną" z gatunku tych zamieniających się w potwory nocną porą.
Słysząc porównanie, jakim uraczył ją klaun, prawie zachichotała. Stres związany z zatłoczoną ulicą dodatkowo utrudniał zachowanie powagi. "Jak moje włosy". Spojrzała po sobie i nie dostrzegła żadnego podobieństwa. Nie była cienka, podzielona na oddzielne kosmyki, a już na pewno nie aż tak intensywnie czerwona. Jej rozbawienie ochłodził dotyk współpracownika. Z zagniewaną miną cofnęła się o krok i wygięła usta w podkówkę.
- Mówiłam coś. - Warknęła. - Nie. Dotykaj. Mnie. - Do każdego słowa dołączyła dźgnięcie palcem wskazującym w klatkę piersiową rozmówcy. Miała nadzieję, że były dość bolesne, chociaż wiedziała, że klaun i tak nie da tego po sobie poznać. Przekroczył jej strefę przestrzeni osobistej dwa razy i nie miała ochoty więcej tego znosić. Z wyraźnym fochem na twarzy zaczęła iść powoli obok niego, mimo wszystko nie chcąc zostać samą. Jeszcze by się zgubiła. Musiałaby wtedy zapytać kogoś obcego o drogę, a na tej ulicy nie dostrzegała wielu ludzi, którym miała ochotę nawet częściowo powierzyć swojego losu.
Gdy jej towarzysz zaczął się mądrzyć, próbując przekazać jej jakąś naukę, na twarz Lilean wpłynął wyraz głębokiego znudzenia. Klaun powtarzał to, co wszyscy inni, nie używając nawet ładniejszych słów albo przekonującego tonu. Nudziły ją te próby przekazania jej ludzkiej wartości. Takie puste słowa nie są w stanie zmusić jej do zapałania sympatią do ludzkiego gatunku, póki na własnej skórze nie przekona się o jego wartości,
- Kebab? To taka posiekana baranina w bułce? - Nie brzmiało to zbyt dostojnie, ale właśnie zaczynało burczeć jej w brzuchu i była otwarta na wszelkie sugestie. Mięso w bułce może być smaczne, jeśli optymistycznie się do niego podejdzie.
- Och, nie dość, że zrobili nam miejsce, to uprzyjemnili ten wieczór krótkim pokazem gwizdania! - Powiedziała z irytacją w głosie.
Słysząc ostatnie wypowiedziane przez Klauna słowa, odskoczyła od niego z wyrazem oburzenia na twarzy.
- Czy Ty mi tutaj coś insynuujesz? - Wzdrygnęła się. - Nawet... - Chciała coś dodać, ale zrezygnowała, wiedząc, że klaun wykorzysta to później przeciwko niej. Westchnęła z rezygnacją. - Chodźmy zjeść ten kebab. Jestem głodna. - Złapała się za brzuch w okolicach żołądka. Dawno nie jadła niczego porządnego. - Prowadź. - Zarządziła władczym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Klaun
Szmugler śmiechu


Liczba postów : 13
Pochodzenie : Sad Town.

PisanieTemat: Re: Ulica główna   Wto Maj 06, 2014 10:26 am

Cóż powiedzieć, być może Lilean odkryła właśnie nieświadomie drugie dno owych pięknych, czułych słówek?... Ach, co ja też wygaduję, przecież to niemożliwe, by klaun miał na myśli tak paskudne rzeczy! Toż to do niego niepodobne, prawda? Sam nie wiem, jakim cudem przyszło mi coś tak okropnego na myśl.
Klaun zlustrował ją uważniej swoim jedynym okiem, mrużąc powiekę, jakby niewyraźnie widział lub też nie mógł uwierzyć temu, co jego wzrok zastał. To nie mogło być, by udało mu się rozbawić Lilean. A może? Już na jego usta wkradał się uśmieszek, gdy nagła zmiana nastroju dziewczyny zmyła jego zaczątki niczym fala tsunami zmywa zalegające jej na drodze przeszkody.
- Wybacz mi, droga Liliś, zrobiłem to ze zwyczajnej troski - rzekł przepraszająco, unosząc dłoń wolną od laski w geście bezradnej obrony. - Tak się dla ciebie staram, a jedyne, co otrzymuję w zamian to bolesne kąśnięcia twojego niepozornego paluszka - dodał z wyrzutem.
Westchnął teatralnie i po raz kolejny ruszył przed siebie. Trzeba przyznać, że wraz z Lilean tworzyli groteskowe zestawienie. Bardzo mu to odpowiadało.
Och, na naukę nigdy nie jest za późno, a kto lepiej przekaże wartości moralne jak nie klaun, który przecież tak ceni ludzkie towarzystwo? A fakt, że jego wywody zdawały się być nieco zbyt przejaskrawione, nie wzbudzał podejrzeń, bo przecież cała jego osoba tak się prezentowała. Cynizm nie jest narzędziem przeznaczonym dla wszystkich, a już z pewnością nie dla klauna.
Roześmiał się na słowa dziewczyny i obdarzył ją przeciągłym, wręcz boleśnie przyjaznym spojrzeniem, które zdawało się oblepiać ciało wilgotnymi, lepkimi mackami. Coś jak skisły miód. Ale trzeba mu to wybaczyć, przecież nikt nie jest perfekcyjny, a klaun stara się, jak tylko może, by w jego obecności każdy czuł się dobrze.
- O tak, moja miła - odparł entuzjastycznie. - Posiłek godny królowej.
Prychnął jeszcze bardziej rozbawiony. Widocznie jego pozytywne nastawienie do świata zaczęło się udzielać Lilean.
- W rzeczy samej, w rzeczy samej! - potwierdził gorliwie. - Teraz widzisz, że świat bez ludzi nie byłby tak sympatyczny.
Uniósł zdziwiony brwi, gdy dziewczyna odskoczyła od niego jak poparzona.
- Ależ ty masz brudne myśli - stwierdził karcąco, a tymczasem jego brwi znów zmieniły położenie, tym razem opadając i marszcząc się. - Chciałem ci jedynie zakomunikować, że jestem cały do twojej dyspozycji. - Jego oblicze złagodniało. Nie umiał się gniewać. - Tak, masz rację. Nie chcę, byś mi omdlała z głodu.
Nie zwlekając, udał się do najbliższej budki z rzeczonymi kebabami i zamówił jak największego, dodatkowo prosząc o szczodre przyprawienie go. Przecież wszystko musiało odpowiadać wymaganiom Lilean, a byle czym by się nie najadła, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilean
Ognisty oddech


Liczba postów : 74
Wiek : 116
Pochodzenie : Małe miasto na Gaudium.

PisanieTemat: Re: Ulica główna   Sro Maj 07, 2014 6:51 pm

- Cały do mojej dyspozycji? - Uśmiechnęła się mimo woli. Nie powinna brać tego tak dosłownie, ale zdobyła pretekst do wykorzystania współpracownika w przyszłości, a przynajmniej zrzucenia paru swoich obowiązków na niego. A kto by się nie uśmiechnął, mając przed sobą tak wesołą przyszłość? - Świetnie. - Oby tylko później się tego nie wyrzekał.
Z radością ruszyła za klaunem, nie mogąc doczekać się posiłku. Kto wie, może towarzysz nie będzie wymagał od niej zapłaty i naje się za darmo? Na wszelki wypadek nastawiła się na zapłatę, żeby później za bardzo się nie zawieść. Takie podejście jest wygodne - kiedy nastawisz się na gorszy przebieg zdarzeń, nie przejmujesz się porażką, ale za to bardziej cieszysz się sukcesem.
Z szeroko otwartymi oczami patrzyła, ile sprzedawca nakłada baraniny, przypraw i sosu. Była pewna, że po takiej porcji nie będzie jej groziła śmierć z głodu. Nie sądziła, żeby była w stanie kiedykolwiek w zjeść tak dużą ilość jedzenia. W końcu żołądek jest napełniony i nie da zjeść się więcej, nawet, jeśliby się chciało.
- To dla mnie? - Zapytała zdziwionym głosem. - Naprawdę uważasz, że jem aż tyle? - Naburmuszyła się. To, że czasem lubiła dobrze zjeść nie oznaczało, że jest żarłokiem, a zamawiając tak potężną porcję, Klaun zdawał się to sugerować. Uderzało to w jej kobiecy honor.
No bo... Co mogło świadczyć o jej miłości do jedzenia? Spojrzała po sobie.Chyba nie była gruba. Chociaż... Ostatnio trochę przybrała na wadze. To na pewno przez przerwę w występach spowodowaną poparzeniem. Następnym razem musi bardziej uważać, bo jeszcze z laleczki przetransformuje się w fokę.
- Będziemy musieli się podzielić. - Stwierdziła z mieszanymi uczuciami. Mogłaby poprosić sprzedawcę o jakiś pojemnik i wziąć to, czego nie zjadła do obozu na później, ale takie zachowanie byłoby bardzo, ale to bardzo złe. Wolała już się podzielić i mieć później spokój. Z drugiej strony miałaby wtedy więcej jedzenia... "Nie! Podzielisz się i koniec!" - skarciła się w myślach. Nie można być egoistką przez całe życie.
Oczywiście czuła się bardzo hojna i łaskawa, nawet jeśli to klaun zamawiał jedzenie, a Lilean nie brała żadnego udziału w jego zdobyciu. W końcu się podzieli, prawda? A to oznaczało oddanie części jedzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Klaun
Szmugler śmiechu


Liczba postów : 13
Pochodzenie : Sad Town.

PisanieTemat: Re: Ulica główna   Pią Maj 09, 2014 6:25 pm

- Oczywiście do powrotu do naszego słodkiego domu - dopowiedział cicho z nikłym cieniem uśmieszku. - Rad jestem, iż cię uszczęśliwiłem.
Nie wiedział, jakie myśli kłębiły się w głowie Lilean, jednak niewiele go to obchodziło. Sługusem nigdy nie był i nie miał takowego zamiaru, a chociaż jego propozycje zdawały się mamić i kusić, w rzeczywistości częstokroć okazywały się równie piękne, co umowy zawierane w banku bez uprzedniejszego przeczytania mikroskopowego druczku na samiuteńkim końcu, byle nikt nie dostrzegł.
Obserwował jej reakcję z tak głęboko skrywaną satysfakcją, że nawet najbardziej spostrzegawczy by jej nie dojrzał. Posłał jej przymilne spojrzenie podkreślone krzywo uniesionymi brwiami i karykaturą najsłodszego z uśmiechów.
- Kochanie, ależ oczywiście, że dla ciebie. Sam nie jadam takich... - zawahał się, gdyż w głowie zaświtało mu słowo ''świństwa'' - wykwintnych dań. Ja muszę zadowalać się prostymi posiłkami, a ty, moja księżniczko, potrzebujesz w końcu zjeść coś porządnego, inaczej zamienisz się w chodzący szkielet, a wiedz, że krągłości zdecydowanie są milsze dla oka od wystających żeber. Mam nadzieję, że nie sprawisz mi przykrości i nie zostawisz choćby okruszka - dodał urokliwie, choć czaiło się w tym tonie coś... chytrego, przebiegłego. Albo znów ponosi mnie wyobraźnia.
Ależ klaun niczego jej nie sugerował! Najszczersze ze swych intencji wyraził chwilę temu na głos, nie było zatem nic więcej do powiedzenia. Świat w istocie bywa niesprawiedliwy - chcesz o kogoś zadbać, sprawić mu przyjemność, a ten i tak doszukuje się w tym paskudnych złośliwości i podtekstów. I jak tu lubić ludzi, no jak?
Klaun, rzecz jasna nie podejrzewając nawet, jakie dylematy i gorączkowa gonitwa myśli dzieje się w umyśle Lilean, czekał łaskawie, aż dziewczyna wreszcie wyzbędzie się uprzedzeń i zacznie jeść. Rozkwitający coraz piękniej uśmiech na jego wargach obumarł i zwiędnął nagle, gdy jego uszu dobiegła propozycja współpracownicy. Swoją drogą - czyż nie jest to dowód, iż dźwięki mają bezpośredni wpływ na pracę mięśni? Potrafią niby magia wprawić w ruch, wydobyć emocje z najbardziej beznamiętnej twarzy, rozluźnić i spiąć. Siła dźwięku jest niezwykła!
- Nie, moja miła - zaoponował stanowczo klaun. - To dla ciebie i tylko dla ciebie.
Zresztą klaun nie przepadał za ostrym jedzeniem, a postanawiając zrobić Lilean miłą niespodziankę, poprosił sympatycznego pana o odrobinkę sosu tabasco. By podkreślić smak, ot co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilean
Ognisty oddech


Liczba postów : 74
Wiek : 116
Pochodzenie : Małe miasto na Gaudium.

PisanieTemat: Re: Ulica główna   Pią Maj 09, 2014 7:44 pm

Spojrzała na niego podejrzliwie. Nie mógł jej dawać aż tyle jedzenia naraz.
- Nie, sama tego nie zjem. Mój żołądek ma, o dziwo, jakieś granice, a nie chcę wyrzucać jedzenia. - W jej tonie słychać było naganę.
Nie podobała jej się mimika klauna, była taka... przesadzona, nienaturalna. Wcześniej nie przyjrzała się temu dokładnie, ale teraz zaczynało ją to nieco niepokoić. Mało kto aż tak wygina swoją twarz.
- To podejrzane. - Zerknęła na niego z wątpliwością. - I to ty za to zapłacisz? - Nie chciał od niej ani odrobiny? To przecież trochę kosztowało, a nikt nie płaciłby za drugą osobę bezinteresownie... No dobrze, może są tacy ludzie, ale Lilean wiedziała, że Klaun się do takich nie zalicza. Cały był dosyć sztuczny, więc czemu hojność miałaby być prawdziwa?
Nie mogąc jednak wytrzymać dłużej, wsunęła szybko do ust trochę baraniny (a raczej jej prywatną wersję "trochę", która dla większości ludzi była raczej całkiem spora), przeżuła i połknęła. Dopiero po chwili poczuła, jak ostra jest potrawa. Wytrzeszczyła lekko oczy, na jej twarz wpłynął rumieniec. O, naiwna! Powinna była to przewidzieć.
Rzuciła szybko kilka przekleństw, które nie brzmiały zbyt wyraźnie, bo jednocześnie szybko oddychała przez usta, próbując pozbyć się uczucia gorąca.
- Cholera! Co ty kazałeś im tu dodać? - Warknęła, patrząc z gniewem na klauna. Jej delikatne podniebienie nie było przystosowane do ostrych przypraw (mimo wszystko rzadko jadła coś poza cyrkową owsianką) i znosiła to wyjątkowo nieprzyjemnie. Co ją podkusiło, żeby mu zaufać?
Zdecydowanie nie podobało jej się poczucie humoru klauna i ledwie powstrzymała się od wciśnięcia kawałka potrawy w oko współpracownika.
Kiedy udało jej się nieco uspokoić i otrzeć łzy, spojrzała na niego wilkiem.
- Już nigdy nigdzie z tobą nie wyjdę, infantylny draniu! - Jeśli na jego twarzy pojawi się choć maleńki uśmieszek, zetrze go z niej własną pięścią.
Ach... Zbyt szybko dała się nabrać i teraz przeklinała się w duchu za swoją głupotę. Jak mógł mówić o wartości ludzi i robić coś takiego? Świetnie, teraz na pewno zdobędzie jej zaufanie.
Jej skłonna do użalania się nad sobą część charakteru była dzisiaj wyjątkowo głośna.
- Cóż ja ci takiego uczyniłam, że tak mnie traktujesz? - Rzekła z nutką dramatyzmu w głosie, wręczając klaunowi kebab. Niech sam sobie teraz z tym radzi.
Apetyt jej minął, więc zbytnio nie cierpiała, pozbywając się niezbyt zresztą smacznej potrawy. Zje coś, jak wróci do "ich słodkiego domu".
Wpatrywała się w klauna spojrzeniem, które mogło zabić, i tylko czekała, aż powie coś, czym będzie mogła usprawiedlić pobicie go.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Klaun
Szmugler śmiechu


Liczba postów : 13
Pochodzenie : Sad Town.

PisanieTemat: Re: Ulica główna   Nie Maj 11, 2014 9:33 am

- Zostawisz sobie na później - stwierdził prostolinijnie i wzruszył ramionami w nieomal bezradnym geście.
Przesadzona i nienaturalna? Ah, więc to tak postrzega się w dzisiejszych czasach ludzi, którzy nie przywdziewają od rana do nocy beznamiętnej maski w obawie, że ukażą zbyt wiele? Czy wolałaby zatem, aby twarz klauna przedstawiała zimną pustkę? To wręcz niedorzeczne. Absurdalne! Ale cóż, są gusta i guściki.
- Ja we własnej osobie - potwierdził gorliwie, ale i pompatycznie, co dało bardzo groteskowy efekt. - Diamencie ty mój, przez tę wieczną podejrzliwość nabawisz się jeszcze wrzodów - rzekł, jakby nagle posmutniał i zmartwiał.
Przyglądał jej się z zatroskaną miną dopóki jego czerwone oko nie ujrzało równie czerwonych wypieków na twarzy Lilean. Jedna z jego brwi uniosła się prawie niezauważalnie. Gdzieś w środku napęczniało w nim rozbawienie, wyciskając z płuc klauna wymowne chrząknięcie.
- A nie mówiłe...
Nie zdążył jednak dokończyć, gdyż wpół zdania bezpardonowo wbiło się najpierw ostre, niepasujące podług skromnej opinii klauna do istoty Lilean przekleństwo, które pociągnęło za sobą sznur cienkiej kurtyny, która to z kolei odsłoniła scenę i rozpoczynające się właśnie na niej przedstawienie pod tytułem ''Furia''. A może ''Zbrodnia i kara''?, przebiegło przez myśl klaunowi i nie powstrzymał cienia uśmieszku, jaki wykrzywił same kąciki jego ust, jednak nie dosięgnął oka.
- Ah, to! - rzekł i machnął ręką. - Kropelkę czy dwie tabasco, ponoć doskonale wywabia ukryte walory smakowe mięsa - odparł rzeczowym tonem, jednak (tak między nami) niewiele miało to wspólnego z jego wiedzą gastronomiczną. W końcu on był cukiernikiem. Zmrużył badawczo powiekę. - Nie smakuje ci? - Jego głos osłabł, wpasowując się perfekcyjnie w intonację pełną zawodu.
Kolejne słowa nadały jego postaci wygląd zbitego psa.
- ''Infantylny... draniu''? - powtórzył niby echo. Tym razem jego ton był jakiś taki ociężały.
Z zewnątrz mógł budzić litość, gdyby jednak zajrzeć do jego wnętrza, z pewnością doznałoby się natychmiastowej, niepowstrzymanej, a przy tym tajemniczej potrzeby, by sprawdzić na nim, czy prawy sierpowy jest rzeczywiście tak skuteczny, jak się zdaje. Słowem - czuł porażającą, arogancką satysfakcję. Hmm, w razie czego... ja nic nie mówiłem.
- Ależ chciałem ci tylko sprawić przyjemność! - jęknął klaun z wyrzutem i westchnął, otrzymawszy kebaba. Zapadł się jakby w sobie, aż dziwne, że rozpierające go w środku uniesienie i radość nie napompowały go jak balona.
Choć biła od niego skrucha, bezczelnie patrzył Lilean prosto w oczy. Ale nie siłował się na spojrzenie, nie. Przecież jaki by miał w tym interes?
- A może upiekę ci tort?! - wybuchł nagle z entuzjazmem, który wręcz zrzucił z jego barków całe to przybicie. - Na zadośćuczynienie! - Uśmiechnął się najszerzej, jak tylko był w stanie, prezentując równe, białe zęby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilean
Ognisty oddech


Liczba postów : 74
Wiek : 116
Pochodzenie : Małe miasto na Gaudium.

PisanieTemat: Re: Ulica główna   Pon Maj 12, 2014 4:17 pm

- Dojrzałe to raczej nie było. - Powiedziała, uśmiechając się kwaśno. Nie zamierzała litować się nad tym oszustem, niech żałuje, że zrobił jej tak niemiły żart. W końcu Lilean jest nietykalna, jak ktokolwiek mógł uczynić coś tak okropnego względem jej osoby? Oburzające! Pokręciła głową z dezaprobatą. A ona tylko wyszła z namiotu, żeby się przewietrzyć i nie musieć słuchać plotek współlokatorek! Ach, jaka ona biedna!
- Tylko straciłeś pieniądze, a nic nie zyskałeś. - Stwierdziła z niejaką satysfakcją. Przynajmniej nie wyjdzie z tego na sucho. Chociaż... Musiał mieć sporo pieniędzy, skoro jeszcze proponował jej zadośćuczynienie.
- Tort! - Rzekła z niedowierzaniem. Miała się na to nabrać? - Pewnie też przyprawisz go czymś tajemniczym i skończy się tak samo. - Warknęła gniewnie. Jej zaufanie zostało mocno nadszarpnięte i jakoś nie miała ochoty tego zmieniać.
Odetchnęła głęboko, czując suchość w ustach. Nieprzyjemne pieczenie już minęło, ale nadal czuła się niekomfortowo.
- Na razie chodźmy się czegoś napić. - Zarządziła z wyższością w głosie i odeszła kilka kroków w stronę ulicy, po czym zdezorientowana zatrzymała się. Nie wiedziała, gdzie można napić się czegoś w miarę normalnego. Odwróciła się w stronę klauna z wyrazem oczekiwania przyozdabiającym jej zarumienioną twarz. On powinien się mniej więcej orientować, gdzie znajduje się jakaś przyzwoita kawiarnia, a ciągle stał w tym samym miejscu, co wcześniej! Cóż za niedorzeczność.
- Pośpiesz się! - Warknęła ostro. - Tylko tym razem sobie nie żartuj. - Wsparła ręce na biodrach.
Miała nadzieję, że nie zaprowadzi jej do jakiegoś okropnego, brudnego lokalu, w którym serwują alkohol w niezbyt czystych naczyniach, a do tego roi się w nich od nietrzeźwych, śmierdzących mężczyzn, którzy obłapiali ją wzrokiem, kiedy tylko weszła do pomieszczenia.
Przecież w całym mieście musi być chociaż jedna normalna herbaciarnia albo kawiarnia otwarta o tej porze. Miasteczko nie należało do największych, ale małe też nie było. Zasługiwało na kilka całkiem przyjaznych lokali, w których mogłaby schronić się taka biedna osóbka z zszarganymi nerwami, jak Lilean.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Klaun
Szmugler śmiechu


Liczba postów : 13
Pochodzenie : Sad Town.

PisanieTemat: Re: Ulica główna   Sro Maj 14, 2014 7:14 pm

- Jestem klaunem - rzekł, jakby to usprawiedliwiało wszelkie jego wybryki. - A żaden dobry klaun nigdy nie jest do końca dojrzały.
Zrobił smutną minę. Litości nie oczekiwał, o nie. Litość nie była mu do niczego potrzebna. Ba! jakikolwiek gest zawierający w sobie choćby najmniejsze ziarnko litości spotykał się z jego strony z pobłażliwą pogardą. Dlaczego? Spieszę z wyjaśnieniem. Otóż niejaki George Linstay uważał omawiane zjawisko za zwyczajną zniewagę. To jak ignorancja, uznanie go za niegodnego przeciwnika, który jest na tyle parszywy, że nie może nawet liczyć na poważne traktowanie (o ironio - klaun i poważne traktowanie, świat się wali). A przynajmniej tak się sprawa miała, gdy rzekoma litość brała się ze skamlenia o nią. Chociaż nie tylko. Jednakże nie jest to na obecny moment istotne.
- Czyżby? - Przekręcił nieznacznie głowę, jakby się nad czymś zastanawiał. - Nie zgodzę się.
Nie miał jednak zamiaru wyjaśniać, co też takiego sprawiało, iż nie czuł, jakoby przetrwonił pieniądze. Prawdopodobnie chodziło o to, że... aaa zresztą. Co ja będę gdybał. Klaun będzie chciał, to rozwinie swą wypowiedź. Ja nie od tego jestem.
Usta klauna poruszyły się bezdźwięcznie. Zamamrotał coś tylko sobie wiadomego i uniósł brwi z jawnym oburzeniem.
- Ranisz mą cukierniczą dumę, panienko Lilean! - powiedział wyniośle, a jego postać zdawała się napuszyć. - Który cukiernik chciałby zepsuć własne dzieło dla głupiego kawału?
Hm, bodajże właśnie ten, z którym Lilean miała przyjemność (wątpliwą bo wątpliwą, ale jednak) spędzać wolny czas. W końcu jego ciasta same się nie rozbijały na czyichś twarzach. Ale pomińmy ten drobny szczegół, bowiem do czego by owe słodkości przeznaczone nie były, smak zawsze miały wyśmienity. I nie jest to pusta, przesadna gadanina, o nie.
- Jak sobie życzysz. - W swój ton wplótł służalczą nutkę.
Stał zatem i czekał, aż jego towarzyszka obierze najwłaściwszą dla jej oczekiwań drogę, gdy się to jednak nie działo, uśmiechnął się przymilnie, a na jego twarzy rozlał się wyraz grzecznego, nienachalnego przynaglenia.
- Ależ nie wiem, gdzie dokładnie chcesz iść, moje złotko - odezwał się w końcu, gdy ostry bicz głosu Lilean smagnął jego zmysł słuchu. - Jest wiele przyjemnych miejsc, jednak większość z nich nie nadaje się dla tak dobrze wychowanej damy, jaką jesteś ty. Zresztą... czy nie jesteś aby odrobinę zbyt młoda na picie, hm? Mógłbym przymknąć oko, gdyby to był jakiś bardzo delikatny drink, ale w innym wypadku czułbym się odpowiedzialny... - Wzruszył ramionami z wahaniem.
Oczywiście nie domyślał się, że Lilean nie do końca o to chodziło, ale cóż. Klauni niekoniecznie muszą być najdomyślniejszymi istotami w świecie. Chociaż... gdyby się temu przyjrzeć - dziewczyna powinna być wdzięczna, w końcu klaun dał jej możliwość wyboru i doprecyzowania, gdzie chce iść. A tak to... kto wie, dokąd by go zawiodło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilean
Ognisty oddech


Liczba postów : 74
Wiek : 116
Pochodzenie : Małe miasto na Gaudium.

PisanieTemat: Re: Ulica główna   Nie Maj 18, 2014 9:46 am

"Który cukiernik chciałby zepsuć własne dzieło dla głupiego kawału"? Pokręciła głową, rezygnując z odpowiedzi.
Jeśli dodanie do tortu, jakiegoś podejrzanego składnika było dla niego bardziej karygodne niż wydanie pieniędzy na potężną porcję kebaba, która i tak prawdopodobnie nie zostanie spożyta, to... No, raczej nie jest godny zaufania, a przynajmniej nie w umyśle Lilean.
W umyśle dziewczyny zaiskrzył płomyczek dobroci, dosyć długo przygaszany przez strumień egoizmu.
- Skoro nikt z nas tego nie zje - powiedziała, wskazując palcem na potrawę trzymaną przez współpracownika - to może oddaj to komuś, kto jest godny i nie stać go na jedzenie? - Na pewno są w tym mieście jacyś bezdomni ludzie, którzy ucieszą się z posiłku. Zawsze się tacy znajdą, nawet w tych najbogatszych i najpiękniejszych miejscowościach.
- Och, to można być za młodym na picie herbaty? - Westchnęła. - O co ty mnie w ogóle posądzasz? - Naburmuszyła się. - Czy ja ci wyglądam na taką, co szlaja się po pubach i uchlewa do nieprzytomności?  - Nadęła policzki z niezadowoleniem.
Nie przepadała za alkoholem, źle jej się kojarzył. W końcu dorastanie w domu, w którym alkohol był priorytetem i częściowo sprawił, że oddano ją do cyrku może mieć całkiem spory wpływ na jej postrzeganie tego trunku. A jeszcze on, klaun,  posądza ją - która rzadko kiedy opuszcza cyrkowy obóz - o zamiłowanie do napojów wyskokowych. Ach, cóż za zniewaga!
- Chodziło mi o jakaś herbatę, czy coś takiego. - Powtórzyła na wypadek, gdyby klaun zapomniał o jej poprzednich słowach, takim tonem, jakby to było oczywiste i tylko osoby z wyjątkowo niskim ilorazem inteligencji mogłyby mieć problem ze zrozumieniem tak prostego faktu.

Jak nikt nie wraca i klątwa nieodpisywania mi znowu daje się odczuć, to {zt}, przy możliwej reaktywacji (jeśli to legalne).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ulica główna   

Powrót do góry Go down
 
Ulica główna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Główna ulica
» Ulica Główna
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica Madrytu
» Główna ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 ::  :: Centrum-
Skocz do: