MIEJSCOWA GAZETA

Informujemy, iż dnia 01.10.1996 roku do miejscowości Sad Town z wielkim hukiem i bez zapowiedzi zagościło wesołe miasteczko! Zajęło duży teren miasta, jednakże podobno za zgodą burmistrza! Kto by się spodziewał, że Mr. Smutter kiedykolwiek zgodzi się na tak nietypową ugodę? Miejscowi aż wrzą ze wściekłości i krzywo patrzą na kolorowe uządzenia, a jeszcze bardziej na wyszczerzone postacie, które próbowały wcisnąć im dziwne i podejrzanie wyglądające jabłka w zapewne zatrutej pomarańczowej polewie - mówi mieszkanka naszego miasteczka, Pani Bólogłowa. Kto wie ile jeszcze zostało do końca naszego limitu i kiedy zaczną się jawne protesty przeciw mało znanej trupie cyrkowej?



 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Chevalier "Isquees" Rivaille de Montmorency-Bouteville

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Isquees
Spadkobierca Rodu


Liczba postów : 16

PisanieTemat: Chevalier "Isquees" Rivaille de Montmorency-Bouteville   Pią Sty 31, 2014 3:44 pm

Imię i nazwisko: Chevalier Rivaille de Montmorency-Bouteville. I choć ma w zwyczaju przedstawiać się pełnym mianem to robi to bardziej z grzeczności i wyuczonego przez ojca nawyku, niż faktycznej chęci pochwalenia się długim, arystokratycznie (a może raczej egzotycznie?) brzmiącym imieniem. Rodzina de Montmorency-Bouteville jest jedną z tych, które zamieszkują Sad Town niemalże od początku, dlatego faktycznie uzyskali dość wysoki status.
Pseudonim: Isquees, przez najbliższych czasem zdrabniany do Is, czy Quees. Jego początki sięgają bardzo wczesnego dzieciństwa. Jego brat nigdy nie potrafił do końca poprawnie wymówić imienia "Chevalier", szukał więc jakiegoś uroczego słowa, którym będzie mógł je zastąpić. Właściwie dokładne okoliczności jego powstania nie są znane. Może ma on coś wspólnego z angielskim 'squeeze'? Tak czy inaczej przyjęło się całkiem szybko i oprócz ojca każdy zwracał (i zwraca) się do niego właśnie w ten sposób.
Data urodzenia: 12.12.1994r. - 19 lat.
Pochodzenie: Od parunastu pokoleń rodzina de Montmorency-Bouteville zamieszkuje Gaudium zdobywając renomę i uznanie wśród innych. Podania z rodzinnych dzienników głoszą jednak, że pierwotnie ich linia rodowa wywodzi się z Solis. Dokładne powody opuszczenia owego kontynentu nie są znane.
Rodzina:
Cyrille Matthias de Montmorency-Bouteville - młodszy brat bliźniak, lat 19. Wydawałoby się, że 5 minut nie robi większej różnicy, tymczasem w przypadku obu chłopców zadecydowały niemalże o całej ich przyszłości. Cyrille urodził się po Isqueesie i gdy tylko wzięto go w ręce stał się przyczyną licznych kontrowersji. Dlaczego? Otóż jest pierwszym od dwustu lat potomkiem w linii męskiej o słonecznych, blond włosach. Jak to się mogło stać? Całe szczęście honor rodziny został uratowany przez starszego bliźniaka. I wtedy właśnie zaczęły się schody.
Bracia mają dokładnie tą samą budowę, kształt twarzy, sposób chodzenia. Mimo to nie da się ich ze sobą pomylić. Cyrille zawsze był tym radośniejszym, biegającym energicznie dookoła. Uśmiechał się najszerzej nawet do tych, którzy emanowali ponurością na prawo i lewo. Nikt nigdy nie zrzucał na niego obowiązków, mógł robić co chciał. Z boku natomiast, krzywo przyglądał mu się Isquees. Nigdy nie potrafił, ani nawet nie próbował zrozumieć brata. Jako pierworodny syn stał się dziedzicem rodu, a ojciec wraz z dziadkiem nieustannie szkolił go na godnego spadkobiercę. A jednak pomimo tych różnic więź między braćmi jest wyjątkowo mocna. I choć częściej się kłócą, niż ze sobą zgadzają, biada temu kto spróbuje stanąć pomiędzy nimi.
Marianne Isabelle de Montmorency-Bouteville - matka, lat 42. Urocza kobieta, która w nie do końca wiadomy sposób uwiodła jakże ponurego Richarda. To właśnie po niej Cyrille odziedziczył swoje blond włosy. Na jej ustach przez większość czasu widnieje delikatny uśmiech, a zielone oczy błyszczą jak szlachetne kamienie, fascynując mężczyzn. Bardzo dba o to jak się prezentuje, dlatego nie ma nawet co próbować zobaczyć ją w 'gorszym stadium' z rozczochranymi włosami, czy pogiętymi ubraniami. To młodszy z braci jest jej oczkiem w głowie. Rzecz jasna starszego również darzy miłością, niemniej nigdy nie udało jej się przebić przez oziębłą barierę utworzoną wokół jego serca.
Richard Alexander de Montmorency-Bouteville - ojciec, lat 48. Stanowczy mężczyzna o twardym, niezwykle ponurym spojrzeniu. Dobrze zbudowany, wysoki co wielokrotnie pomagało mu choćby w ubijaniu interesów. Bije od niego autorytet, który często onieśmiela innych. To właśnie jego za wzór upatrzył sobie Isquees. I całe szczęście, inaczej zawiódłby całą rodzinę. Ojciec sprawował nad nim pieczę od początku. Nie w głowie mu żarty, a usłyszenie od niego choćby prostego 'Dobra robota' było wyróżnieniem, o które warto było walczyć. Zawsze był mentorem starszego bliźniaka, który w razie jakikolwiek wątpliwości może zapytać go o zdanie.
Do tego rzecz jasna dochodzą dziadkowie, kuzyni, kuzynki, ciotki i wujkowie.

Ranga: Spadkobierca Rodu.
Grupa: Mieszkańcy.

Charakter: Isquees idealnie wpasowuje się we wzór mieszkańców Sad Town. Zobaczenie uśmiechu na jego twarzy należy do rzadkości. Zwykle wodzi wokół zamyślonym, ponurym, wyraźnie odległym wzrokiem. Rozmawiając z nim nieustannie odnosi się wrażenie, że chłopak myślami jest gdzieś daleko. I właściwie nie mija się to tak bardzo z prawdą. Wypracował w sobie jednak podzielną uwagę, dzięki czemu jednocześnie może oddawać się swoim rozmyślaniom, jak i komentować zdawkowo wypowiedzi rozmówcy. Pojawienie się obcych w miasteczku jest dla niego zagadką. Traktuje ich z dystansem, nigdy nie wie jak zachować się w ich towarzystwie. Napawają go niepewnością, której nie da jednak po sobie poznać w żaden sposób. Przez większość czasu jego twarz zdobi nieprzenikniona maska obojętności. Emocje? Rzeczywiście, czytał o czymś takim, niemniej przez całe życie surowo szkolony przez ojca (do czego dołączyły zresztą geny) został zmuszony do odrzucenia większości z nich. Miłość? Niepotrzebna. Przyjaźń? Z tymi, którzy mogą się okazać użyteczni. Współczucie? Nie ten adres. Gdyby ktoś miał opisać go w paru słowach, byłyby to zapewne: beznamiętność, obojętność, wyniosłość, pewność siebie, dostojność.
Chłopak bardzo ceni sobie swoje pochodzenie. Czy czuje się lepszy od innych mieszkańców? Może nie do końca. Nie cierpi jednak, gdy ktoś traktuje go z góry. Zwłaszcza cyrkowcy. Uważa natomiast, że jest całkowicie upoważniony do patrzenia tak na innych.
Miewa objawy rozdwojenia jaźni, są one jednak dużo łagodniejsze niż w przypadku większości osób z tą przypadłością. Chłopak nie wariuje, a jedynie rozmawia z głosem w swojej głowie, który poniekąd pełni rolę sumienia. Często wtrąca się on w przeróżnych sytuacjach wyrażając swoje zdanie, czy ostrzegając Isqueesa przed rzeczami, które kłóciłyby się z jego założeniami.
Owe rozmowy odbywają się wewnątrz jego głowy. Chłopak odnosi się do swojej drugiej osobowości na głoś wyłącznie wtedy, gdy nikogo nie ma w pobliżu, bądź jest w stanie wyjątkowego wzburzenia. To drugie natomiast praktycznie mu się nie zdarza.
Jest bardzo bezpośredni i szczery, dlatego jeśli nie chcesz ryzykować, że usłyszysz wyjątkowo ostre słowa krytyki, lepiej do niego nie przychodź. Nie ma w zwyczaju obdarzania innych pustymi komplementami, wychodząc z założenia, że w późniejszym czasie nie wychodzi im to na dobre. Wiadomo przynajmniej, że nigdy nikogo nie okłamie. Czasem rzuci jakiś tekst, który mija się z prawdą, jest on jednak tak mocno naznaczony sarkastycznym tonem, że nie sposób się nie zorientować. Dlatego też jeśli się do niego zbliży, można na nim w stu procentach polegać. Nigdy nie anuluje danych komuś obietnic, ani nie karmi ich fałszywą nadzieją.
Wygląd: Jak przystało na mężczyznę w ich rodzie, Isquees urodził się z kruczoczarnymi włosami, bardzo jasną cerą i mroźnymi, błękitnymi oczami przywodzącymi na myśl lód. Kontrast ten sam w sobie dość mocno przykuwa wzrok.  Tym co poniekąd odróżnia go od ojca, czy dziadka są stosunkowo delikatne rysy twarzy, które odziedziczył po matce. Z dziewczyną zdecydowanie się go nie pomyli, ale jego szczęka nie jest aż tak wyraźnie zarysowana, jak u Richarda. Same włosy również ma stosunkowo dłuższe, a długa grzywka wiecznie wpada mu do oczu. Najczęściej próbuje ją zaczesać na lewy bok, ale jak można się domyślić, nie zawsze kończy się to sukcesem. Należy do tych wyższych, choć nie olbrzymów – mierzy bowiem 187 centymetrów. Pod względem budowy można powiedzieć, że jest szczupły, ale ma wystarczającą masę mięśniową. Nie za dużo, nie za mało, choć i tak, jako że ciuchy zasłaniają jego umięśniony brzuch, często jest oskarżany że nic nie je.  Wystarczy jednak złapać go za ramię, które z pewnością nie będzie sflaczałe. Uścisk ma wyjątkowo mocny i stanowczy. Z całej jego sylwetki promieniuje nieco przytłaczająca aura pewności siebie, stanowczości i oczywiście ponurości, którą wielokrotnie zachwalał jego ojciec, jak i inni mieszkańcy Sad Town. Do tego dochodzi wcześniej wspomniane w charakterze zadumanie.
Zwykle jego ubiór składa się ze stonowanych kolorów, niczego zbytnio krzykliwego. Czernie, beże, szarości, biele, granaty. Akceptuje też czerwienie, ale wszelkiego rodzaju jaskrawe róże, pomarańcze czy żółcie omija szerokim łukiem. Niemniej, nieodłącznymi jego częściami, jest parę bardzo ważnych elementów. Pierwszy będzie sygnet, przekazywany od pokoleń najstarszemu synowi. Duży, srebrny pierścień z granatowym kamieniem szlachetnym, na którego środku wygrawerowano dwie litery „MB”. Chłopak nigdy go nie zdejmuje (no, chyba że z polecenia ojca), ani nikomu nie pozwala dotykać czy ‘przymierzać’.
Kolejny jest medalion. Wykonany ze szczerego złota z wyrytą na nim abstrakcyjną gwiazdą. Jego środek, ani pochodzenie nie są jednak nikomu znane – nawet ojcu, czy bratu  - za wyjątkiem samego Isqueesa, rzecz jasna. Próby przekonania się co jest w środku bez zgody właściciela stanowczo się odradza.
W przekłutym lewym uchu zawiesił sobie drobny srebrny kolczyk. Nie rzuca się on aż tak bardzo w oczy, ale jest poniekąd jego znakiem rozpoznawczy, który bardzo mu zresztą przypadł do gustu. Na prawej ręce zawsze ma srebrną bransoletę i zegarek, który dostał na 16 urodziny od dziadków.
Historia: Rodzina de Montmorency-Bouteville zdobyła odpowiednią renomę, by móc z dumą nazywać się jednym z czołowych rodów. Ich członkowie podając swoje imię mogli ze strony innych mieszkańców liczyć na ponure spojrzenie przepełnione aprobatą i szacunkiem. Żyli w dostatku (i żyją nadal) niespecjalnie przejmując się czymkolwiek. Ich życie było tak monotonne, że bardziej się nie dało. Spełniali wszystkie warunki mieszkańców Sad Town i czuli się z tym dobrze. Aż któregoś dnia Richard, najstarszy syn sprowadził do domu swoją wybrankę. Marianne nie była tak ponura jak inne kobiety z ich rodu. Nawet jej wygląd przeczył wszystkiemu, co do tej pory uznawali za pożądane. Nikt nie mógł zrozumieć jego wyboru, sam mężczyzna miał jednak tak duży autorytet, że zezwolono na ślub, ignorując ten fakt. Jeśli tylko rodzina nadal będzie dobrze prosperować, nikt nie będzie miał nic przeciwko. I wtedy urodziły się bliźnięta. Stało się szczęście w nieszczęściu. Starszy, będący idealnym odwzorowaniem dziedzica. Już od samego początku roztaczał wokół siebie tą specyficzną aurę i praktycznie nigdy, przenigdy nie płakał. Był ostoją spokoju, co w przypadku dzieci zdarza się niesamowicie rzadko. Drugi natomiast, młodszy… był tym, co nigdy nie powinno się pojawić. Odstający od nich wygląd, szeroki uśmiech goszczący na jego pucułowatej buźce, a wrzask miał głośniejszy i mocniejszy niż niejeden śpiewak operowy. Nie on miał jednak odziedziczyć majątek, dlatego rodzina choć momentami traktowała go z dystansem, starała się poświęcać mu jakąś część uwagi. Głównie otrzymywał ją jednak od matki i rodziny z jej strony. Isquees skupiał wokół siebie prawie całą uwagę de Montmorency-Bouteville’ów. Jednocześnie od niego wymagano najwięcej. I w taki sposób bliźnięta dorastały żyjąc poniekąd jak kot z psem. Częste kłótnie wynikające z faktu, że Cyrille nieustannie próbował rozśmieszać brata, by ten się uśmiechnął, podczas gdy Isquees nie miał na to najmniejszej ochoty i reagował warczeniem.
Nauczono go, by nie okazywać zbędnych emocji. Najlepiej, gdyby kompletnie wymazał je ze swojego życia. I w momencie, gdy prawie mu się to udało nastąpił drobny przełom. Wracał do domu ze szkoły, gdy usłyszał żałosne miałczenie dochodzące z krzaków. Ciekawość wzięła górę, podszedł więc do nich i kucnął doszukując się źródła dźwięku. I wtedy go zobaczył. Małego, zziębniętego kota, który prychnął na jego widok ostrzegawczo, wyraźnie chcąc odstraszyć intruza. Chłopak niezbyt się tym przejął, podobnie jak zadrapaniem, które pojawiło się na jego dłoni, gdy wyciągnął rękę w stronę zwierzęcia. Przyglądał mu się jedynie obojętnie, po czym usiadł na ziemi po prostu się w niego wpatrując. Kot z początku cały czas syczał, po parunastu minutach odważył się jednak wyjść do niego powolnym krokiem i powąchać jego sygnet. W ciągu paru kolejnych chwil (chłopiec nawet się nie zorientował kiedy) już siedział mu na kolanach, a Isquees raz po raz przeczesywał jego rudo-białe futerko palcami. Nie uśmiechał się. Jego mina cały czas była taka sama jak wcześniej, ale z jakiegoś powodu chciał wziąć go ze sobą. Nie mógł tego zrozumieć. Kiedy pojawił się w domu z kotem z dłoniach, brat z początku patrzył na niego niezrozumiale po czym roześmiał się wesoło, podbiegając do niego, by pogłaskać zwierzaka. Ten wcisnął się jednak w ręce czarnowłosego, obdarzając blondyna ostrzegawczym syknięciem. Podobnie jak wcześniej, zaakceptowanie go zabrało mu nieco czasu. Z początku uknuli misterny plan przemycenia zwierzęcia, okazał się on jednak kompletnie niepotrzebny. Matka po obdarzeniu ich obu sceptycznym spojrzeniem, zgodziła się by kot został z nimi w domu, pod warunkiem że to właśnie Isquees będzie się nim opiekował.
Chłopiec nie rozumiał na czym polega opieka. Wielokrotnie musiał prosić brata o tłumaczenie mu podstawowych czynności. Kiedy jednak siadał przy swoim biurku, a kot wyciągał się obok niego oddychając spokojnie, ogarniała go nostalgia. Opierał głowę o dłonie i po prostu go obserwował z tą samą pustą miną co zawsze, nie mogąc zrozumieć co dzieje się w jego środku.
Lata mijały, szkolenie na spadkobiercę trwało (i trwa) nadal, a bracia nieustannie prowadzili swoją małą wojnę, choć w ich życiu było coś co ich połączyło. Aż pojawił się cyrk. Isquees nigdy nie wiedział jak się do niego ustosunkować. Ich spokojne, monotonne życie nagle zostało przerwane przez te hałaśliwe atrakcje i skaczący dookoła nich personel. Tych parę osób, które przypominały pod względem charakteru Cyrille’a, nagle znalazło się w swoim żywiole, a Sad Town ogarnął chaos. A to wszystko jest tak kłopotliwe…

Słabe strony/choroby:
- Rozdwojenie jaźni;
- Choroba Urbacha-Wiethe’a - polega pokrótce na całkowitym braku odczuwania strachu w skutek utracenia zlokalizowanego w mózgu jądra migdałowatego. Grożenie mu nożem, czy stawianie parę centymetrów od klatki rozwścieczonego tygrysa nie robi na nim żadnego wrażenia. Strach jest jednak jedyną rzeczą, której nie odczuwa. Wypaczenie w kwestii innych emocji, jest skutkiem treningu, jaki zafundował mu ojciec. [W razie wątpliwości, bądź zwykłej ciekawości odsyłam do krótkiego artykułu opisującego ową chorobę - Klik.]
- Brak empatii;

Pozostałe:
- Ma słabość do zwierząt z wyszczególnieniem kotów (choć co najśmieszniejsze, nie zdaje sobie z tego sprawy);
- Prowadzi własny dziennik, który zawsze ze sobą nosi;
- Ma wyjątkowy talent do rysowania;
- ... i gotowania, o bogowie.
- Uwielbia słodkie rzeczy, choć się do tego nie przyzna;
- Zdenerwowanie go jest nie lada wyczynem, choć jego brat osiągnął w tej kwestii mistrzostwo;
- Imię jego kota brzmi Sinistre (fr. klęska żywiołowa, a jako przymiotnik - złowrogi, posępny). Choć czasem sądzi, że to raczej jego brat powinien mieć tak na imię.
- Początkowo miał go nazwać Paresseux (fr. leniwy) przez to, że niemal nieustannie sypiał.
- Jako pierworodny jest oficjalnym dziedzicem rodu;
- Głos w jego głowie nie ma imienia i choć towarzyszy mu nieustannie to nie zawsze się odzywa, często pozostając w uśpieniu;
- Nikomu jak do tej pory nie wyjawił tajemnicy medalionu;
- Uważa się za aseksualnego, jak do tej pory nie odczuwał bowiem większego pociągu do drugiej osoby;
- Nie przepada za hałaśliwymi osobami (z wyszczególnieniem brata);
- Choć nie do końca na to wygląda to świetnie się bije;
- Jego imię 'Chevalier' oznacza Rycerza.

Abc I błagam zabijcie mnie, bo już nie mam do samego siebie siły xD.


Ostatnio zmieniony przez Isquees dnia Pią Sty 31, 2014 4:28 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ambrosij
Właściciel


Liczba postów : 69

PisanieTemat: Re: Chevalier "Isquees" Rivaille de Montmorency-Bouteville   Pią Sty 31, 2014 4:10 pm

Naprawdę, bardzo chciałbym zaakceptować ci tę kartę, jednak nie zgadza się ona z regulaminem. Radzę przeczytać go po raz kolejny i wypatrzeć swój błąd. Pomimo tego małego i niezauważalnego błędu karta jest bardziej niż w porządku~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://circus.forumpl.net
Ambrosij
Właściciel


Liczba postów : 69

PisanieTemat: Re: Chevalier "Isquees" Rivaille de Montmorency-Bouteville   Pią Sty 31, 2014 4:29 pm

No, wszystko piknie. Akceptuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://circus.forumpl.net
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Chevalier "Isquees" Rivaille de Montmorency-Bouteville   

Powrót do góry Go down
 
Chevalier "Isquees" Rivaille de Montmorency-Bouteville
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 ::  :: Karty postaci-
Skocz do: