MIEJSCOWA GAZETA

Informujemy, iż dnia 01.10.1996 roku do miejscowości Sad Town z wielkim hukiem i bez zapowiedzi zagościło wesołe miasteczko! Zajęło duży teren miasta, jednakże podobno za zgodą burmistrza! Kto by się spodziewał, że Mr. Smutter kiedykolwiek zgodzi się na tak nietypową ugodę? Miejscowi aż wrzą ze wściekłości i krzywo patrzą na kolorowe uządzenia, a jeszcze bardziej na wyszczerzone postacie, które próbowały wcisnąć im dziwne i podejrzanie wyglądające jabłka w zapewne zatrutej pomarańczowej polewie - mówi mieszkanka naszego miasteczka, Pani Bólogłowa. Kto wie ile jeszcze zostało do końca naszego limitu i kiedy zaczną się jawne protesty przeciw mało znanej trupie cyrkowej?



 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Rynek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ambrosij
Właściciel
avatar

Liczba postów : 69

PisanieTemat: Rynek   Sob Sty 25, 2014 2:37 pm

[...]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://circus.forumpl.net
Isquees
Spadkobierca Rodu
avatar

Liczba postów : 16

PisanieTemat: Re: Rynek   Pią Sty 31, 2014 5:13 pm

Z jakiegoś powodu wyszedł z domu. Sam nie wiedział dlaczego.
Nie żeby zwykle spędzał w nim całe dnie, potrafił pojawić się na mieście, ale po prostu dzisiaj nie miał ku temu żadnego powodu. Nie był z nikim umówiony, nikt na niego nie czekał, ojciec nie zlecił mu żadnego zadania. Nawet jego brat nie doprowadzał go do szału, więc nie mógł się wymówić ucieczką przed jego roześmianą twarzą. Chodziło więc chyba po prostu o zwyczajną potrzebę znalezienia się na zewnątrz? Może tak, może nie.
Nigdzie się nie spiesząc, szedł chodnikiem nieustannie patrząc pod nogi. Niezbyt interesowały go mijające osoby, czy znajdujące się wokół budynki i chyba właśnie to poniekąd go zgubiło. Bowiem zamiast udać się w jakieś zaciszne miejsce, gdzie mógłby odpocząć od innych, znalazł się w samym centru miasta. Co więcej - na rynku. Może i samo Sad Town nie promieniowało aż taką energią, ostatnio jednak było tu coraz więcej turystów i tych całych cyrkowców. Na samo wspomnienie o nich, jego wzrok stał się nieco chłodniejszy niż zwykle. Nie mógł pojąć po co właściwie tu przyjechali i dlaczego Burmistrz postanowił ich tu wpuścić. Czyż nie podobał się wszystkim obecny stan rzeczy? Monotonia, spokój, brak niespodzianek. Tymczasem obecnie nie wiadomo było, czy zaraz zza rogu nie wypadnie roześmiana dziewczynka o dwóch głowach, facet ujeżdżający niedźwiedzia, czy inne dziwadło, które nigdy nie powinno zapuścić się w te strony.
Pokręcił jedynie głową nieznacznie i udał się w kierunku jednej z wolnych ławek, na której zaraz zresztą usiadł, przyglądając się w milczeniu niebu. Co za szkoda, że nie był środek nocy. Miał ochotę poobserwować gwiazdy.
Potarł dłonią nadgarstek drugiej ręki, wzdychając krótko rozczarowany. Będzie musiał poczekać jeszcze parę godzin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Convalie
Uśmiechnięta wewnętrznie
avatar

Liczba postów : 14
Pochodzenie : Solis

PisanieTemat: Re: Rynek   Pią Sty 31, 2014 7:19 pm

Co prawda matka nie pozwalała jej opuszczać mieszkania od dnia w którym nie wróciła do domu aż do godziny... No dobrze, nie wróciła przez trzy dni na noc. Ale potem zakradła się do kuchni i nieudolnie próbowała dobrać się do chleba. Zrobiła jednak taki hałas - zrzucając z blatu blaszaną miskę - że obudziła wszystkich domowników którzy zlecieli się do pomieszczenia w niecałe pięć minut. Aż tak dużo, a ona nie uciekła? No nie, ponieważ musiała pozbierać chleb, podnieść miskę... A przecież jak jest się bardzo leniwym, to to trochę czasu zajmuje. Ale wracając do zakazu, Leil miała już dziewiętnaście lat i miała prawo sama decydować o swoich czynach. Dlatego też nie powstrzymały jej ani słowa matki, ani kłódka w drzwiach. Wyszła oknem. Parter to nie jest zbyt dogodna lokacja do przetrzymywania więźniów, ale pani Pandora chyba nie do końca się w tej sprawie orientowała.
Zaraz po opuszczeniu pokoju pojawił się pierwszy z jej ptasich przyjaciół, pewna sroka. Nie lubiła srok tak jak reszty ptaków, ponieważ zjadały wróble. Mimo wszystko ich pióra były takie śliczne, że nie odpędzała ich. Wyjęła z torby kromkę chleba i rzuciła ją na ziemię, po czym ruszyła w stronę jaką uznała za najbardziej dogodną. Czyli w przód. Nie była do końca pewna gdzie trafi, bo jej orientacja w terenie nie była zbyt dobra. Jeju, ona w ogóle była? Bo wątpię. Chyba poza Valie tylko jakiś niedorozwój umysłowy potrafiłby zgubić się w mieście w którym mieszkał już kawał czasu. Duży, spory kawał. I chociaż znała każde dogodne miejsce do zajęcia pozycji zwiadowczej trafić do nich nie potrafiła. I pewnie dlatego chcąc trafić do parku zawędrowała na rynek. Trzepot skrzydeł opuścił ją, kiedy tylko ludzi pojawiło się trochę więcej. Jej przyjaciele nie lubili tych wszystkich debili, którzy kręcili się po ulicach z minami wisielców. Nie, żeby Convalie kiedykolwiek widziała wisielca, ale domyślała się, jak mniej więcej mogli wyglądać. Przynajmniej lepiej niż topielcy, ha. A to zawsze coś.
Rozejrzała się w poszukiwaniu czegoś interesującego. Było prawie dwadzieścia stopni, więc całkiem ciepło. Chociaż do lata to się nie umywało. No, ale na pogodę nic nie poradzisz. Z taką to nawet nie pogadasz, bo ona nie istnieje. Znaczy, nie cieleśnie. Objawia się jakoś tam, ale pogawędki sobie nie utniesz. W przeciwieństwie do chodnika, który potrafił być bardzo interesującym rozmówcą, jeżeli tylko nikogo nie było w okolicy, Szkoda, że tak rzadko zdarzało im się zamienić słówko. Musi częściej biegać po mieście w nocy, wtedy mało kto pojawił się na pociemniałych ulicach.
Pierwszą ciekawą rzeczą jaką dostrzegła - a właściwie nie rzeczą, a człowiekiem - był chłopak siedzący na ławce, mniej więcej przed nią. Wpatrywał się w niebo. Convalie również na nie spojrzała, ale z jej perspektywy nie było tam nic, co mogłoby ją jakoś specjalnie wciągnąć. Dobra, chmurka, czy dwie. Ale może stamtąd widać coś więcej? Poszła w stronę zagapionego chłopaka, stanęła dokładnie za nim i znów spojrzała w niebo. Znów nic. Następnie okrążyła ławkę i usiadła obok. I tym razem nie dostrzegła niczego zajmującego. Odwróciła głowę w stronę chłopaka, na którego twarzy dostrzegła znudzenie niemal porównywalne z tym wymalowanym na jej. Co taki człowiek robi w życiu? Przekrzywiła lekko głowę.
-Nie jestem do końca pewna co tam widzisz, ale długie odchylanie głowy w tył może doprowadzić do odkrwienia mózgu. I możesz mieć krwiaka - uniosła brew, nie zbyt przekonana, żeby chłopak o tym wiedział. Mało kto przejmował sięw tym mieście swoim zdrowiem. Ktokolwiek w tym mieście przejmował się czymkolwiek?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Grey

avatar

Liczba postów : 54
Pochodzenie : Desperatio

PisanieTemat: Re: Rynek   Pią Sty 31, 2014 8:41 pm

W głębi duszy sam podziwiał swoją sumienność. Opuszczenie jego przytulnych czterech ścian było ostatnią rzeczą, jaka przyszłaby mu na myśl dzisiejszego dnia, - zwłaszcza, że był to jeden z nielicznych ostatnio dni wolnych - a mimo to przemierzał właśnie ulicę rynkową. Odgłos jego miarowych kroków zanikał w szumie niesionych przez niego reklamówek. W takich chwilach żałował, że mieszka sam. W innym wypadku zajmowałby się teraz czymś pożyteczniejszym, a po żarcie wysłałby lokatora. Ściślej mówiąc, przez "pożyteczniejsze", miał na myśli coś, co mógłby zrobić w domu. Najlepiej w ogóle się nie ruszając. Austin nie był osobą tego typu, która często nosiłaby ciężkie siatki z ziemniakami. Albo która nosiłaby cokolwiek. W prawdzie nikt nie wyrzuciłby mu nigdy lenistwa ani nieróbstwa, ale on się po prostu nie nadawał do pracy fizycznej na dłuższym dystansie. Droga do domu była całkiem długa. Na razie udawało mu się utrzymać równowagę, ale tylko dlatego, że ciężar ciążył na nim z dwóch stron i jako tako utrzymywał balans. Ucieszył się w duchu, kiedy piach pod jego butami przestał chrzęścić i zastąpił go stabilny chodnik. Wtedy też zwrócił uwagę na ...hm, wyglądało na to, że parę, odpoczywającą sobie na ławce, którą za chwilę miał minąć. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale było w nich jednak coś, co kazało mu zatrzymać na nich wzrok na dłużej. Siedzieli w zupełnej ciszy z zadartymi głowami i wzrokiem skupionym na niebie, dopóki dziewczyna czegoś nie powiedziała. Był jeszcze za daleko żeby usłyszeć co, a czytanie z warg też nie szło mu zbyt dobrze. Na razie mógł po prostu zgadywać. Najbardziej prawdopodobne wydało mu się: "poczekajmy aż Bóg oświetli nam drogę", albo "wydaje mi się, że twój balon już nie wróci". Ofiary jego obserwacji miały w końcu zostać za nim, ale nim w pełni zapanował na motoryką zatrzymał się na chwilę przed ławką. Scenka wyglądała całkiem nostalgicznie. Przypominała mu trochę okładkę jakiegoś dramatu romantycznego, w którym młoda, ale znudzona już sobą para próbowała wskrzesić między sobą ostatnią iskierkę uczucia. ...phew. Dosyć zabawne, ale nie na tyle, żeby miał stać tam dłużej niż 15 sekund. Z drugiej strony, gdyby potrafił przewidzieć przyszłość pewnie siedziałby już tam z nimi, błagając ciała astralne o jakieś ulgi. Niestety nie potrafił, dlatego o swojej porażce zorientował się dopiero po fakcie. Wykonawszy zaledwie kilka małych kroków, poczuł niesamowitą siłę w prawej ręce, a reklamówka prawie zupełnie przestała mu ciążyć. Fakt faktem, że zostawił za sobą sznur ziemniaków był dla niego na tyle upokarzający, że najchętniej udałby, że tego nie zauważył i spokojnym krokiem pomaszerował do domu, ale jako człowiek przeceniający wartość pieniądza nie mógł zignorować takiej straty. Cóż, teraz chyba był remis. Chociaż takiego filmu jeszcze nie było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Isquees
Spadkobierca Rodu
avatar

Liczba postów : 16

PisanieTemat: Re: Rynek   Pią Sty 31, 2014 11:14 pm

Całe szczęście Isquees nie miewał najmniejszych problemów z rodzicami. Co prawda nadal był poniekąd przymuszony do mieszkania z nimi, ostatnio padła jednak propozycja by on i jego brat się usamodzielnili. Jak do tej pory plan nie został wcielony w życie, nie był jednak pewien czy w ogóle chciał brać w nim udział. Rzecz jasna brat jak brat. Rodzina, więzy krwi i tym podobne, nie mógł się więc go kompletnie wyprzeć. Ale spędzać z nim praktycznie cały swój czas, będąc zamkniętym w czterech ścianach? Wyobrażacie sobie tą sytuację, gdzie jedna osoba pragnie tylko i wyłącznie świętego spokoju, a druga nieustannie próbuje ją rozbawić? Przez pewien moment może to być jakąś formą rozrywki, ale po dłuższym czasie robi się niezwykle nużące. Dlatego cenił sobie swoją willę, gdzie zawsze mógł pójść w cholerę, nie martwiąc się że ktoś będzie go nagabywał. Schowanie się w ogrodzie, czy jednym z licznych pokoi było rzeczą banalną. A mieszkanie? Nie, nie, nie. Zdecydowanie nie zamierzał się na to zgadzać. Spełniał ich zachcianki? Spełniał. Dlatego miał nadzieję, że po prostu dadzą mu święty spokój. Chociaż w sumie mógłby mieć własny dom. Z podkreśleniem słowa własny.  
Niebo całkowicie go pochłonęło. Co prawda rzeczywiście jak na razie nie było na nim zbyt wiele gwiazd do oglądania - a właściwie to nie było ani jednej, ale mniejsza - chmury nie były jednak takie znowu złe. Przyglądanie się im było zajęciem równie dobrym, co każde inne, bynajmniej w jego opinii. I prawdopodobnie poświęciłby kontemplowaniu ich długich paręnaście minut (a może i ponad godzinę, kto wie) gdyby nie pojawienie się nowej osoby. Z początku kompletnie nie zwrócił na nią uwagi, dopóki nie zauważył, że wyraźnie kopiuje jego czynność. Kątem oka obserwował jak przechodzi z miejsca na miejsce, wyraźnie sprawdzając widok nieba z różnych kątów, aż w końcu usiadła obok. Przez chwilę się zastanawiał co powinien zrobić. Odezwać się do niej i próbować powstrzymać rozmowę? Czy może milczeć i poczekać, aż sobie pójdzie dając mu święty spokój?
Jego płonne nadzieje w drugiej kwestii zostały jednak brutalnie rozwiane wraz z momentem, z którym się odezwała. Zostawała więc opcja numer jeden. O dziwo dziewczyna zaczęła rozmowę w dość oryginalny sposób, więc mógł liczyć na to, że może przyjście tutaj nie okaże się takim znowu najgorszym pomysłem.
- Ciekawe. - skomentował krótko wypowiedź o krwiaku. Bo faktycznie całkiem go to zaciekawiło. Więc jeśli będzie siedział na tej ławce przez dłuższy czas to możliwe, że skończy w szpitalu? Zupełnie jakby rzucali mu wyzwanie. Miał wręcz ochotę siedzieć tak choćby i parę godzin, by przekonać się czy dziewczyna mówi prawdę, byłoby to jednak raczej nużące. Z drugiej strony czy miał coś innego do roboty. Ach, ale zaraz, chyba zadała mu pytanie?
- A widzę niebo. Chmury. Czekam na gwiazdy, ale raczej zbyt szybko się one nie pojawią. - powiedział wzdychając cicho. Co poradzić, wybrał sobie złą porę dnia. Szkoda, że nie istnieje miejsce, gdzie przez cały czas panuje noc, a niebo jest usłane bilionami gwiazd. Chętnie by tam zamieszkał. Choć z drugiej strony czy po dłuższym czasie nie byłoby to nużące? Nie był pewien.

Ktoś nowy. Patrzy.
Wyprostował się na ławce i rozejrzał się dookoła, by odnaleźć źródło poczucia obserwacji, przed którym ostrzegł go głos. Odnalazł w momencie, gdy ziemniaki nieznajomego posypały się po ziemi. Podążał za nimi wzrokiem w milczeniu. Dopiero po krótkiej chwili odwrócił się w stronę dziewczyny.
- Co teraz? - zapytał wyraźnie oczekując porady, jak należy zachować się w podobnej sytuacji. Sam po prostu nie miał zielonego pojęcia, a przecież zrzucenie tego na kogoś innego było idealnym wyjściem. Tym bardziej, że właśnie ktoś obok niego siedział, zupełnie jakby na to czekał!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Convalie
Uśmiechnięta wewnętrznie
avatar

Liczba postów : 14
Pochodzenie : Solis

PisanieTemat: Re: Rynek   Sob Lut 01, 2014 9:58 am

Och, zaraz problemów, to była tylko drobna sprzeczka, która zaowocowała nowym dodatkiem do drzwi. Kiedyś wisiał już na nich łańcuch, ale kiedy okazało się, że matka po zamknięciu go nie potrafi sprawić by się otworzył zrezygnowano z zamykania jej w ten sposób. A szkoda, bo nocą często podzwaniał doprowadzając domowników do wściekłości częściej niż ona sama. Po nocach jej rodzina włóczyła się po korytarzach, narzekając, że nie mogą spać. A ona sobie spokojnie siedziała w oknie rysując. No ale kto chcąc zamknąć więźnia na parterze nie robi krat w oknach? Albo chociaż jakiegoś czujnika ruchu, chociaż Convalie nie była pewna co było tańsze. Może lepiej o tym nie myśleć, jeszcze jakaś rodzinna telepatia się włączy i podsunie rodzicielce nowy pomysł. A tego byśmy nie pragnęli. Kto wtedy dokarmiałby te biedne - chociaż i tak piekielnie tłuste - ptaki w każdej dzielnicy? No może nie każdej, bo nie wszędzie umiała trafić. A może umiała, tylko jej się nie chciało? No prawdopodobnie gdyby próbowała dotrzeć w jakieś konkretne miejsce pomyliła by przód z tyłem i górę z dołem, co skończyłoby się spacerem na sam koniec miasta. Takie tam tylko drobne problemy z orientacją. Świetnie, że rodzice nie nasłali na nią jakichś szpiegów, czy czegoś takiego. A może nasłali, tylko jeszcze o tym nie wiedziała? Jeżeli to szpiedzy, to chyba nie bardzo mogła wiedzieć. Może nawet teraz się na nią patrzyli? Gdyby nie towarzystwo wstałaby i zaczęła uciekać, ale aktualnie miała raczej chęć do dalszego ciągnięcia rozmowy, nawet za cenę poirytowania człowieka który nic jej nie zawinił. A może on był szpiegiem...? Nie, tacy ludzie nie są szpiegami. Nosiłby jakieś ciemne okulary raczej, bo tak sobie spokojnie po ulicy chodzić? Z drugiej strony szpieg musi wtapiać się w tłum. Hm. Poczekamy, zobaczymy.
Pomysł, że Valie zostawiłaby go nie był znowu taki niemożliwy. Wystarczyło ją ignorować przez dłużej niż pięć minut, a prawdopodobnie sama by odeszła. I tak dobrze, że nie spróbował jej odgonić, bo poszłaby wtedy za nim do domu. O ile miał dom. Zapewne miał, bo chyba nie byłby tak dobrze ubrany, bo pieniądze by zbierał na jakieś lokum. Chociaż nigdy nic nie wiadomo, bo są podobno tacy ludzie którzy sprzedaliby rodzinę za ubrania. Fakt, nie należała do takich. Prędzej za jedzenie, albo jakiegoś kota... Ale za ubrania? O nie, w żadnym wypadku, nie póki ją karmią. Bo ludzie którzy dają jedzenie to ludzie wielkoduszni i dobrzy. Ciekawe, czy on miał jedzenie. A jeżeli tak, czy jej je da. Ale jeżeli jest szpiegiem, to nie ma szans, żeby miał przy sobie coś poza najpotrzebniejszymi przedmiotami. Ale jedzenie jest bardzo potrzebne!
O, odezwał się. A już myślała, że faktycznie ją oleje. I nawet nie wydawał się jakoś bardzo poirytowany jej towarzystwem. A nawet więcej, on wydawał się zainteresowany tym, co powiedziała! Co to za człowiek, którego interesują wywody nieznajomej dziewczyny? Cóż, prawdopodobnie w końcu jakiś normalny. Ale pewnie nie rozmawiał z chodnikami. Zawsze można mieć nadzieję. Zaniepokoiło ją, że chłopak chyba jej przestrogę przyjął jako pomysł. Krwiaki i inne takie zbyt przyjemne nie były. Nawet zwykłe zadrapanie wcale nie było przyjemne, a co dopiero jakiś uraz na mózgu . Niezbyt pociągająca perspektywa. Chociaż jeżeli chciało się faktycznie trafić do szpitala to nie taki zły pomysł. Ale tą głowę musiałby chyba odchylać przez więcej niż kilka godzin, jeżeli nie cały dzień. W dodatku po krwiaku podobno nie można już się pochwalić intelektem. A przynajmniej tak słyszała, bo nigdy nic nie wiadomo.
Chmury, niebo, gwiazdy, czeka. Ok, przyswoiła informację. W sumie patrzenie na chmury nie było złe, o ile robiło się to w dobrym towarzystwie i nie non stop. Wszystko się robi nudne, a w jej przypadku robi się bardzo szybko. Jakby one się jeszcze jakoś szybko poruszały, ale one sobie powolutku sunęły, jak ślimaczki. A ptaki jedzą ślimaki. Czy to znaczy, że chmury też? Nie, raczej nie. Chyba brnie z tym swoim tokiem myślenia za daleko.
-Będziesz tutaj siedział do wieczora? Nie masz żadnych interesujących planów? - jeżeli faktycznie niczym się nie zajmował, to siedzenie na tej ławce nie wydawało się takie okropne. Może znajdzie sobie kolegę. Albo nową osobę do denerwowania, jeżeli coś w trakcie pójdzie nie tak. Ale zawsze kogoś kto nie jest ptakiem, lub chodnikiem.
Kiedy jej rozmówca gwałtownie się wyprostował szybko spojrzała w niebo, licząc, że zobaczy kosmitów. Niestety, dalej tkwiły tam tylko białe kłębki, a chłopak zaczął rozglądać się dookoła. Sama więc podążyła wzrokiem za jego spojrzeniem, aby zobaczyć człowieka z siatkami. A właściwie jedną siatką, bo w drugiej ręce trzymał już tylko strzępy. A na chodniku leżała ich zawartość.

O boże, chodnik, nic Ci nie jest?!

Już chciała wstać, kiedy chłopak z ławki zadał jej pytanie.
-Trzeba pomóc. - powiedziała podnosząc się. Sama nie była pewna czy chodziło jej bardziej o pomoc ziemniakom, chodnikowi, czy człowiekowi który skrzywdził dwie wcześniejsze osoby. No bo co, ziemniak też człowiek. Okrążyła ławkę i zaczęła podnosić poszczególne ziemniaki. W myślach cały czas chodziła jej formułka przeprosin jaką powie chodnikowi, kiedy jej dwaj rozmówcy już sobie pójdą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Grey

avatar

Liczba postów : 54
Pochodzenie : Desperatio

PisanieTemat: Re: Rynek   Sob Lut 01, 2014 7:39 pm

Spoiler:
 

To był po prostu kolejny dowód na to, że powinien zacząć ufać swojej intuicji (zwłaszcza kiedy było mu to tak na rękę). Już od rana coś dzwoniło mu w podświadomości, a on to zlekceważył i na domiar złego nazwał tą ignorancję sumiennością. Powinien był zostać w domu z Simonem, zamiast wyrywać się na jakieś rynki. Mówi się, że przypadki chodzą po ludziach, ale on zaczynał mieć powoli wrażenie, że to on chodzi po przypadkach. Pech zawsze trzymał się blisko niego, a on nigdy nie miał odwagi nazwać go po imieniu i po prostu przyznać się przed samym sobą, że całe starania, które wkłada w tworzenie swojego wizerunku jedynie podkreślają brak tych wszystkich cech, na których mu zależy. W każdym razie, pozytywne myślenie też nie było jego mocną stroną.
Jego wzrok powędrował ku górze, kiedy schylając się po warzywo zobaczył parę czarnych trampek. Czyżby dziewczyna z ławki postanowiła mu pomóc? Przez chwilę patrzył jak podnosi z ziemi kolejne ziemniaki. No tak, sam nie był pewien jak miałby się zachować w podobnej sytuacji. Zupełne zignorowanie go byłoby wtedy trochę nienaturalne, biorąc pod uwagę fakt, że zakupy posypały się dosłownie przed nimi, ale mimo wszystko pomoc pozostaje pomocą i wydało mu się to całkiem sympatycznym gestem.
- Dzięki. - chrząknął wracając do układania zgub w przepełnionym ziemniorami worku. Wyglądało na to, że kilka z nich będzie musiał nieść w kieszeniach, bo miejsca w reklamówce zaczynało bardzo szybko brakować, jeśli w ogóle nadal można było nazwać ją reklamówką do której cokolwiek się zmieści.
- Wydaje mi się, że powinniście się gdzieś schować jeśli nie chcecie zmoknąć. - odezwał się nieodgadnionym tonem nie przerywając czynności. Wiatr był całkiem porywisty, a wraz z nim nadciągały powoli cięższe chmury.

//musicie mi wybaczyć tego posta, nie umiem ;-;
kolejne będą lepsze
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Isquees
Spadkobierca Rodu
avatar

Liczba postów : 16

PisanieTemat: Re: Rynek   Nie Lut 02, 2014 2:12 am

Łańcuch? Ciekawe. W sumie może to byłby całkiem niezły patent. Gdyby tak mógł zamknąć swojego brata w pokoju... miałby spokój przynajmniej na pewien czas! Choć prawdopodobnie całkiem szybko wpadłby na to, żeby wyjść z oknem. W sumie nie miał co narzekać na bliźniaka z aż taką przesadą. Może i był jedną z najbardziej irytujących osób, jaką znał i niszczył jego codzienną oazę spokoju, która z założenia miała być serią monotonnych czynności, ale przynajmniej mógł na niego liczyć. Z wzajemnością rzecz jasna. W końcu wychodził z założenia, że tylko on może mu dać w łeb. Inne osoby nie mogły go tknąć nawet palcem. No, rzecz jasna w teorii. Wszczynanie bójek niespecjalnie było w jego stylu ze względu na wizerunek, który miał obowiązek utrzymać, co nie znaczyło że nie potrafił się bić. W końcu wyobraźmy sobie, że przyszła głowa rodziny zostaje uprowadzona i... co wtedy? Siedzi i płacze w kącie jak mięczak nie mogąc nawet podnieść ręki na oprawcę? Czeka i modli się, by nadszedł ratunek? Na samą myśl miał ochotę przewrócić oczami, wizja ta była bowiem tak absurdalna (a jednocześnie wiedział, że istnieją takie osoby) aż ręce opadały.
O dziwo jak na razie, choć rozmowa nie była może nie wiadomo jak porywająca - choć jednocześnie rzadko kiedy zdobywał się na otwarcie ust do kogoś obcego - to wcale nie miał dość towarzystwa nieznajomej. Uznał je nawet za dość znośne, wobec czego jak na razie nie zamierzał odchodzić. Jeśli ona pójdzie sobie pierwsza to trudno. Bardzo możliwe, że chłopak rzeczywiście zostanie na ławce i przez parę godzin będzie po prostu siedział, obserwując ze znużeniem niebo, aż w końcu nadejdzie moment, gdy pojawią się na nim jego upragnione gwiazdy.
Jeśli zaś chodziło o jedzenie... pewnie gdyby wypowiedziała swoje słowa na głos, mógłby się z nią podzielić. Nawet jeśli nie do końca wyglądał to zawsze nosił przy sobie jakieś ciastka, czy coś w podobny gust, na wypadek gdyby jego ukrywanie się przed ludźmi przedłużyło się na czas, na tyle długi, że przegapiłby obiad. Albo kolację. Czasem nie było go parę dni, a prowiant był w końcu potrzebny, choć rzecz jasna na samych ciastkach za długo się nie wyżyje, więc pieniądze też przy sobie nosił.
Całe szczęście zapomniał też, przynajmniej chwilowo, o owej teorii z krwiakiem, której nie miał okazji wypróbować. Utrata intelektu niespecjalnie leżała w jego interesie, dlatego lepiej dla niego będzie, jeśli jednak nie wypróbuje tej metody. A jeśli już się tak stanie, przynajmniej będzie mógł zrzucić winę na dziewczynę, że go przed tym nie ostrzegła. Tak sprytnie!
Gdy zapytała o interesujące plany zamyślił się przez chwilę nad odpowiedzią. Więc oglądanie nieba nie było interesujące? Dziwne, zawsze lubił tą czynność. Zmierzwił sobie włosy z gestem, który zazwyczaj towarzyszy zakłopotaniu, na jego twarzy cały czas widniał jednak wyraz kompletnej obojętności.
- Wygląda na to, że nie. - stwierdził, zaraz patrząc jak dziewczyna wstaje z ławki na widok rozerwanych siatek. Pomóc? Przejechał wzrokiem po rozrzuconych po chodniku ziemniaków.
- Ach tak. - kiwnął głową, zupełnie jakby pokazywał tym samym, że przyswoił sobie jakąś lekcję i wstał z ławki, ruszając w ślad za nią. Przy okazji pozwolił sobie na krótką obserwację dziewczyny, którą teraz widział w całej okazałości. Zaraz przeskoczył uwagą na chłopaka od ziemniaków i jego również zjechał wzrokiem. Właściwie to co Isquees miał teraz zrobić? Dziewczyna powiedziała, że mają pomóc, ale nie do końca wytłumaczyła na czym ta pomoc miała polegać. Pozbieraniu ziemniaków z ziemi? No niech będzie. Pochylił się razem z nimi i również zaczął zbierać zgubę chłopaka, zastanawiając się, gdzie ten zamierza je włożyć, skoro jedna z siatek się przerwała.
Wtedy ten wspomniał coś o schowaniu się i moknięciu. Będzie padać? Zupełnie automatycznie zadarł głowę do góry, by przekonać się czy nieznajomy mówi prawdę. Faktycznie wyglądało na to, że była na to jakaś szansa, miał jednak cichą nadzieję, że przejdzie bokiem. Jeśli bowiem deszcz padałby zbyt długo, chmury przysłoniłyby niebo, a wtedy nici z obserwacji gwiazd pod wieczór. Całe życie pod górkę, ot co.
Przez chwilę rozważał kolejne westchnięcie, dał sobie jednak spokój stwierdzając że ostatnimi czasy robi to nazbyt często.
- Moje nieinteresujące plany legły w gruzach. - z jakiegoś nieznanemu sobie powodu poinformował o tym dziewczynę, której wcześniej powiedział w końcu, że zamierza siedzieć na ławce. Ale siedzenie na niej w deszczu nie było zbyt zachęcającym pomysłem, powinien więc znaleźć sobie nowe miejsce, w które się uda. Może powinien po prostu wrócić do domu i położyć się na werandzie, mając nadzieję, że nikt nie wpadnie na to by go tam szukać? Albo zniknąć po cichu w jednym z pokoi, wraz z Sinistrem. To nie był taki zły pomysł.
Ewentualnie zostawało zniknięcie w jednym z budynków w centrum miasta. Prawdopodobnie będzie w nich jednak spora ilość ludzi, a to nie do końca przypadało mu do gustu. Ech, tyle decyzji do podjęcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Convalie
Uśmiechnięta wewnętrznie
avatar

Liczba postów : 14
Pochodzenie : Solis

PisanieTemat: Re: Rynek   Nie Lut 02, 2014 9:20 pm

Valie chyba nigdy nie słuchała swojej intuicji, bowiem nie pamiętała by kiedykolwiek jej doświadczyła. Bo gdyby jednak, czy gubiłaby się tyle razy co aktualnie? A może właśnie słuchała swojej intuicji, tylko podpowiadała jej ona źle? Cóż, bardzo prawdopodobne, bo przecież nie była na tyle głupia żeby mylić lewą stronę z prawą i nawet się nie zorientować. Chyba nie była. Sama nie wiedziała, bądź co bądź samemu siebie nie możemy ocenić. Bo jeśli zaczniemy się sami zastanawiać nad tym jacy to my jesteśmy może się to skończyć kompleksami, bólem, brakiem uczucia spełnienia... Chociaż ona chyba nigdy nie doznała spełnienia. Ani euforii. Natomiast szczęścia owszem. Dużo rzeczy ją cieszyło. Jednak nigdy nie na tyle by się śmiała. Czasami się uśmiechnęła, albo nawet parsknęła. Ale to i tak niewiele w porównaniu jak zadowolonym z życia człowiekiem być mogła. Chociaż, czy jako człowiek mogła być zadowolona? Zwierzęta to co innego, one niczemu nie zawiniły. A ludzie? Wszystkie problemy ziemskie to ich wina. Nasza wina, powinna powiedzieć. Ale co jeśli ktoś wyrzeknie się swoich "braci"? Czuła, że bliższy jest jej choćby wróbel niż siostra. Wystarczyło spojrzeć w ptasie oczka, by uświadomić sobie ich wyższość nad sobą. Niewielu miało szanse tak bliskich konfrontacji z nieśmiałymi ptakami, ona jednak wiedziała co mówi. Inteligencja jaką odznaczały się sroki była niesamowita. A nawet gołębie, chociaż wyglądają na tępe, są bardzo mądre i przystosowane do życia. Ich mózg sam jest kompasem. Dlatego kiedy nie mogła znaleźć dosłownie nic, podążała za tymi szarymi ptakami. Chodnik jakoś nigdy nie mógł jej wskazać właściwego szlaku. Wracając jednak do problemu ludzi, faktycznie byli winni wszystkiemu. Rzadko zwierzę jak dotąd nie wywołało wojny, nie zatruło rzek, jezior, mórz, oceanów czy powietrza. Ani gleby. Nie kłóciło się o religię, nie było polityki. Miały swoje prawa, które Leil usilnie próbowała zrozumieć. Może, gdyby ludzie odmówili udziału w wojnach to świat stałby się trochę bardziej przyjaznym miejscem? Jak dotąd niewielu ludzi dało jej nadzieję. Ale przecież musiał być ktoś lepszy od nich wszystkich. Dla kogo świat mógłby istnieć? Czy Bóg nie powinien wysadzić tej ziemi szybciej, skoro chylimy się ku zagładzie? Czy cieszy się naszą powolną agonią, kiedy trujemy się powoli naszym zatrutym powietrzem i zatrutą wodą, chodząc po zatrutej ziemi?
Gdyby wiedziała, że chłopak ma przy sobie jedzenie to prawdopodobnie by poprosiła. Niestety, jeżeli już by je dostała to uznałaby że jej rozmówca jest nowym, potencjalnym źródłem jedzenia i skończyć mogłoby się nawet na tym, że w skrajnym wypadku zastępowałby on jej dom. Albo lodówkę. To bardziej właściwe słowo. No i jeśli dostałaby to ciastko, to mogłaby się zacząć turlać po chodniku ze szczęścia. Tym samym mógł ją uznać za chorą psychicznie, a tego nie chciała. Jej lodówka powinna być jej przyjacielem, w końcu relacja lodówka-człowiek to jedna z ważniejszych relacji jakie nabędziemy w życiu. I znów, choroby psychiczne. Ciekawe, czy zwierzęta diagnozowały u siebie coś takiego. Mało możliwe. A nawet ludzie nie badali ich na obecność potencjalnego zagrożenia, bo to przecież "tylko" zwierzęta. Podobno niższe formy życia. Phi, bo ludzie byli jakoś nadmiernie rozwinięci. Wszystko przez te przeciwstawne kciuki, ja wam mówię. Chociaż małpki też je miały. Ale one miały dużo futerka, nie mogły być złe. I miały instynkt, który u jej gatunku zanikał powoli. Na dobre.
Miło, że nie miał żadnych planów. Mogła więc denerwować go jeszcze przez kilka godzin zanim będzie sobie musiała znaleźć nocleg. Bo matka pewnie już zorientowała się, że uciekła, więc powrót byłby prawie jak skok na pole pinesek. To jest głupi, mówiąc prościej. Ciekawe gdzie pójdzie. Robiło się już nocami zimniej, więc pewnie nocą znowu zapuści się w te biedniejsze okolice miasta, gdzie przenocować mógł ją każdy mniej, lub bardziej podejrzanie wyglądający człowiek. Nie ufała im, ale nie ufała też swojej rodzinie, więc co to za różnica? I tak znając mieszkańców miasta nie mieliby chęci na krzywdzenie jej. Taki plus całej tej apatycznej atmosfery.
Właściwe faktycznie ciekawe, jak ziemniaczany człowiek doniesie ziemniaki do domu. Podróż w jednej reklamówce skończy się źle, powinien znaleźć jeszcze jakąś, bo skoro jedna z siatek już się rozerwała, druga też to zrobi. Dlatego na zakupach zawsze miała swoją torbę, której mogła zaufać. Płócienną, bądź tą którą przez ramię miała przewieszoną w tej chwili. Mieściło się tam wystarczająco dużo, żeby jej wystarczała. Cała ta folia była jakaś badziewna. Czemu ludzie się na nią decydowali? Tylko dlatego, że była szkodliwa? Możliwe.
Kiedy jej kolejny nowy znajomy podziękował, uśmiechnęła się lekko. Tak, był to jeden z tych miłych ludzi którzy nie zaczynali krzyczeć "jakim prawem dotykasz moich ziemniaków?!" kiedy ty tylko próbujesz im pomóc.
-Nie ma problemu - powiedziała, podnosząc głowę, żeby spojrzeć na twarz nowego rozmówcy. Żeby jej się to wszystko nie pokręciło, będzie go chyba nazywać chłopak dwa. Albo zapyta o imię. Nie, głupi pomysł. Jej różowe oczęta mierzyły teraz przybysza wzrokiem, oceniając kim może być. Jakoś nie potrafiła go zakwalifikować ani do cyrkowców, ani do mieszkańców.
Deszcz? Padać? Nie, nie, tylko nie to! Nie dość, że wszystkie ptaki się pochowają, to jej włosy... To już nie będą włosy, to będzie wielka, napuszona owca! Chyba, że ktoś z obecnych miał szczotkę i suszarkę, to jakoś dożyje. Może miał. Błagam, oby ją miał. Albo żeby nie padało, niech nie pada, to jeszcze lepsze niż szczotka. Z jakiegoś niewiadomego powodu zrobiło jej się głupio kiedy wypowiedź chłopaka jeden była nawiązaniem do jej słów. Może trochę niemiło to powiedziała. Cóż, musi z tym żyć.
-Też mam takie wrażenie. Trzeba szybko coś znaleźć, zanim... - zanim jeszcze skończyła mówić z nieba zaczęły kapać krople. Z początku małe, drobna mżawka, szybko jednak zdawały się nasilać. Oj, jak bardzo źle. Schowała ziemniaki jakie zdążyła nazbierać do swojej torby.
-Pomożemy Ci to zanieść - brzmiało to trochę jak pytanie skierowane bardziej do jej pierwszego rozmówcy, ponieważ nie do końca wiedziała czy ten ma ochotę na pomoc. Jej bardzo przydałoby się schronienie, o ile nie chciała wyglądać jak tancerz disco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Grey

avatar

Liczba postów : 54
Pochodzenie : Desperatio

PisanieTemat: Re: Rynek   Wto Lut 04, 2014 1:59 pm

Grey zawsze zwracał uwagę na myśli, które podsuwała mu intuicja. Nie zawsze był z nią zupełnie zgodny i nie zawsze się jej podporządkowywał, ale uważał że jest bardzo ważna. Wyodrębnił ją w sobie do tego stopnia, że miała w jego oczach zupełnie inny kolor niż on sam - choć w prawdzie nigdy nie potrafił dostrzec swojego własnego koloru. Zbyt często identyfikował ją z głosem podświadomości, tworząc na podstawie tego połączenia odrębny byt. Lubił go słuchać, bo zawsze zwracał uwagę na rzeczy, do których Grey podchodził zbyt powierzchownie, a które w gruncie rzeczy określał jako "ważne". Mieli trochę inny punkt widzenia, dzięki czemu Grey potrafił spojrzeć na wszystko bardziej obiektywnie. Podczas kiedy starał się traktować jakąś sprawę z rozwagą, on patrzył na nią z większym uwzględnieniem uczuć i wewnętrznych wrażeń. Wyodrębnienie go sprawiło, że miał dostęp do swoich najskrytszych myśli, którym w normalnym stanie trudniej byłoby wybić się na powierzchnię poprzez niezliczoną ilość masek, w których pewnego dnia by się zatracił. Jego odczucia przychodziły mu zupełnie naturalnie. Nie był pewien, czy udałoby mu się po prostu połączyć się w całość, jeśli kiedykolwiek by tego pragnął. Stworzenie sobie swojego alternatywnego "ja" było dla niego bardzo wygodne. Cóż, on nie był pewnie kimś kto mógłby zostać potraktowany przez ludzi poważnie, ale Grey nie czuł potrzeby ujawniania go. Nie czuł się z tego powodu "inny", było wręcz przeciwnie. Dzięki temu miał wrażenie, że jego całość jest bardziej ludzka, szara, taka jak wszyscy. Każdy jest taki sam, ale w trochę inny sposób. Grey lubił kolor szary. Był zwyczajny, pospolity, niewyróżniający się, ale to sprawiało, że wydawał mu się prawdziwszy i o wiele barwniejszy niż pozostałe kolory. Jego pseudonim sprawił, że zaczął się z nim trochę identyfikować, mimo że nie był to jego kolor pod względem synestetycznym. Wszyscy są wewnętrznie szarzy, dlatego zawsze warto wierzyć w ludzi. Tak twierdził on, dlatego mimo, że Grey często zachowywał się raczej sprzecznie, wiedział, że to prawda i ufał tej myśli. To nie był optymizm, mimo że często bywał optymistą. Wszystkie barwy wywodzą się od koloru szarego. Prawdę mówiąc nadal nie był do końca pewien co kryje się pod szarością, którą tak lubił i z którą czuł się tak dobrze, ale całokształt tworzących ją zamglonych cech, których nie potrafił zapieczętować pod jednym wyrazem, uważał za 'dobre' i bliskie.
Podniósł zainteresowany wzrok, kiedy z ust chłopaka padł tekst o nieinteresujących planach. W wizji, którą ustawił sobie zanim którekolwiek z nich się do niego odezwało, brzmiało to całkiem zabawnie, dlatego nie mógł przepuścić wyrazu twarzy dziewczyny, jeśli to co sobie ubzdurał było rzeczywiście prawdą. Jeżeli naprawdę byli parą, to określenie ich spotkania "nieinteresującymi planami" powinno wywołać jakąś całkiem śmieszną scenkę. Poza tym, wydaliby się w jego oczach bardziej przyziemni niż przypuszczał, jeśli w kłótni tego rodzaju nie przeszkadzały im okoliczności zbierania ziemniaków. Scena wydawała się okazać jednak mniej serialowa niż to sobie wyobraził, bo dystans między dziewczyną a chłopakiem, który wcześniej wziął za podczassprzeczkowy, przypominał mu teraz bardziej dystans między ludźmi, którzy nie znają się nawzajem na tyle, by decydować za obojga, albo rozmawiać w jakiś specyficzny dla siebie sposób. Tym razem był prawie pewien swojego spostrzeżenia. Może znali się już dawno, ale dopiero teraz mieli okazję na dłuższą rozmowę? A może poznali się dopiero teraz? Chłopak wyglądał na bardziej obojętnego i oddalonego myślami, w przeciwieństwie od czarnowłosej, od której aż biło sympatią i chęcią zawarcia nowych znajomości. Takie miał wrażenie. Na jego postawie mógł wyobrazić sobie, jak zaczepia go i zaczyna rozmowę. Możliwość, że to chłopak odezwał się do niej pierwszy wydała mu się zbyt nienaturalna, nawiązując do ich postaw. Przez chwilę patrzył jak dziewczyna pomaga mu zbierać ziemniaki, a zaraz dołącza do niej jej znajomy. Problem związany z rozerwaną reklamówką na chwilę zastąpił w głowie jego spekulacje. Lubił prowadzić takie snucia i wiedział, że jest w nich całkiem dobry. Doświadczenie jednak robi swoje. Lubił wyciągać wnioski i na ich podstawie wymyślać różnorakie fakty, które czasem mogły się sprawdzić i dzięki którym mógł poczuć tą przewagę nad drugą osobą. Większość tego była po prostu fantazją, którą lubił zajmować umysł, podobnie jak książką czy filmem. Propozycja dziewczyny była mu bardzo na rękę, zwłaszcza, że miejsce w upchanym worku z ziemniakami się skończyło, a on nie miał przy sobie niczego w czym mógłby zanieść je do domu. Zadarł głowę ku niebu, kiedy poczuł jak pierwsze krople spływają mu po głowie. Lubił deszcz, ale wizja targania w nim ziemniaków sprawiała, że miał ochotę przeczekać go gdzieś pod drzewem. Valie nie była jedyną osobą, której włosy dostawały własnego życia po bliższym kontakcie z wodą i wilgotnym powietrzem. Niedługo miał się o tym dowiedzieć, co pewnie doda mu trochę otuchy, bo szczerze nie przepadał za swoim deszczowym wizerunkiem i burzą czarnych włosów, które nadawały mu wtedy psiego, a jeszcze konkretniej - spanielowego charakteru. Ku jej uciesze, miał w swoim składzie całkiem sprawną suszarkę, więc gdyby naprawdę zdecydowali się pomóc mu w transporcie ziemniaków na pewno mógłby jej jej użyczyć.
- W zamian za pomoc mogę was przedstawić przyszłej gwieździe cyrku. - wyprostował się, dźwigając reklamówkę obiema rękoma i skwitował swoją propozycjęniedoodrzucenia nikłym, zadziornym (...czasami zwyczajny uśmiech sprawiał mu więcej trudu, niż to sobie zakładał) uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Isquees
Spadkobierca Rodu
avatar

Liczba postów : 16

PisanieTemat: Re: Rynek   Pią Lut 07, 2014 10:13 pm

[Jezu przepraszam tak bardzo, tak to jest jak znikąd dostajesz do zrobienia 3 projekty i zapominasz o bożym świecie x___X]

Intuicja Isqueesa towarzyszyła mu nieustannie. Była jak druga osoba znajdująca się w jego umyśle, podpowiadająca mu co powinien robić, a czego unikać. Czasem była uśpiona. Nie odzywała się wtedy po prostu dając chłopakowi znać o sobie zwykłą obecnością. Trochę tak jakby siedział w fotelu czytając książkę, a na jego kolanach ze spokojem spoczywałby kot. Nie głaskałby go w żaden sposób, nie nawiązywał kontaktu, ale nadal by go czuł.
Kiedy jednak intuicja się przebudzała, nie dało się jej zignorować. Jej głos był równie wyraźny co każdej ze stojących obok niego osób. A może nawet i bardziej, w końcu rozbrzmiewał w samym środku jego głowy. Zwykle dostosowywał się do jej rad, choćby z tego względu by mieć spokój. W końcu z tym czymś wewnątrz siebie lepiej żyć w zgodzie, niż ciągle spierać się jak pies z kotem. Wyobrażacie sobie mieć swoją intuicję jako wroga? Podsyłałaby ci fałszywe informacje za każdym razem próbując wpakować w kłopoty, albo wydzierała się niemiłosiernie jak kobieta podczas okresu.
Isquees jakoś nigdy nie wnikał jakoś głębiej w swoje emocje czy odczucia. Przez większość czasu ogarniał go wewnętrzny spokój, którego nie zamierzał w żaden sposób burzyć. W końcu taki stan był mu całkiem na rękę. Dlatego nie rozumiał swojego brata, który non-stop szukał jakichś żywszych emocji. Przynajmniej jeśli będziesz całkowicie bierny nigdy się na niczym nie zawiedziesz. Osoby, które nagle traciły swój uśmiech i popadały w melancholię często zapominały potem jak właściwie mają sobie radzić ze swoim życiem, skoro straciły wszystko co było dla nich ważne. Kiedy natomiast nie miałeś niczego co było dla ciebie jakoś szczególnie ważne – nie miałeś czego stracić. Proste i genialne!
Musiał się natomiast całkowicie zgodzić z różnicą pomiędzy ludźmi, a zwierzętami. Sam przez większość czasu zamiast włóczyć się w tłumach, wolał usiąść spokojnie przy biurku i po prostu przyglądać się swojemu śpiącemu kotu. Ewentualnie patrzeć jak bawi się podarowanym mu kłębkiem wełny, czy nakręcaną myszą. Lubił nawet głaskać jego futerko i słuchać pomruku zadowolenia. Czasem nie do końca rozumiał zmiany nastrojów zwierzęcia, więc od czasu do czasu był pacany łapą- obecnie już bez pazurów, nie tak jak za jego młodu, gdy był nieświadomym kociakiem non-stop robiącym mu krzywdę bez takowych chęci.
Jeśli zaś schodziło na temat Boga – nie mógł tego zrobić z prostego powodu. Przynajmniej jeśli zawierzać Biblii. Po potopie poprzysiągł, że nigdy więcej nie ześle na ludzi kary, która zgładziłaby ich z powierzchni ziemi. A skoro wierzyć w Stwórcę to dlaczego nie w księgę, która spisuje dzieje z jego udziałem?
Właściwie chyba nie miałby jakoś specjalnie nic przeciwko byciu czyjąś lodówką. Nie robiło mu większej różnicy, czy w jego domu przy stole siedzą i jedzą cztery osoby czy dwadzieścia. No dobra, może dwadzieścia osób w jednym pokoju byłoby skrajcie upierdliwą wizją, ale jedna dziewczyna w tę czy w drugą stronę nie robiła raczej aż takiej wielkiej różnicy. Choć jak mógł się domyślić, jego ojciec nie do końca pewnie podzieliłby jego zdanie.
Dziewczyna w pewnym momencie zawiązała jakiś tam kontakt z owym chłopakiem. Isquees natomiast obdarzył całą sytuację… brakiem uwagi. Pozbierał z ziemi ziemniaki jak mu powiedziano, ale generalnie jego uwaga cały czas uciekała gdzieś w bok, bądź w stronę nieba. Dlatego też przeoczył chwilę, gdy dziewczyna zaczęła ich informować o nadejściu deszczu. Natomiast nie umknęły mu spadające na twarz krople.
Jego obojętne i raczej pochmurne oblicze spochmurniało jeszcze bardziej – jeśli w ogóle było to możliwe. Czyli naprawdę nici z oglądania nocnego nieba. Świetnie, matko naturo. Skoro tak chcesz się bawić to proszę bardzo. Poczuj wyższość i myśl, że wszystko zawsze będzie szło po twojej myśli.
Z rozmyślania ponownie wyrwał go głos dziewczyny. Spojrzał na nią w milczeniu, gdy ta powiedziała co zrobią. Nawet jeśli w jej zamyśleniu miało być to swego rodzaju pytanie, Isquees odebrał to raczej jak polecenie. Co prawda mógł zaprotestować, ale z reguły był nauczony tego, by robić to co mu mówią. Dlatego też po krótkim rozważeniu, że choć niesamowicie mu się nie chce to pójście gdzieś tam z pyrami w niczym mu nie zaszkodzi, westchnął jedynie i podniósł głowę, pozwalając by krople deszczu kapały na jego twarz.

Deszcz… w zasadzie nie jest taki zły. Choć chciałbym zobaczyć nocne niebo.
Jutro też jest dzień. A niebo nigdzie ci nie ucieknie.
Masz rację. Pójdziemy jutro oglądać gwiazdy?
Jeśli tego właśnie będziesz chciał.
Świadomość wycofała się z powrotem wgłąb jego umysłu pozostawiając go z niejakim zadowoleniem. Całe szczęście Isquees nie miał podobnych problemów w kwestii włosów co pozostała dwójka. Pod wpływem deszczu co prawda robiły się nieco oklapłe, ale też nie wywijały się żadne poskręcane sprężynki, ani nie zmieniały w afro nadając mu wyglądu napuszonej owcy.
- Cyrku. – powtórzył po nieznajomym pusto, nie pozwalając by na jego twarzy odmalowało się jakiekolwiek uczucie. Więc był z cyrku. Tego, który zburzył spokój w mieście próbując wprowadzić do niego… rozrywkę.

Bądź ostrożny. Im nie można ufać.
Skinął jedynie głową, zgadzając się na słowa świadomości, niemniej dla dwójki jego rozmówców wyglądało to raczej jakby akceptował ich propozycje. Teraz stał jedynie, znowu uciekając wzrokiem gdzieś w bok, choć jednocześnie wyraźnie czekał, aż nieznajomy wskaże im drogę, czy kierunek w którym mieli się udać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Convalie
Uśmiechnięta wewnętrznie
avatar

Liczba postów : 14
Pochodzenie : Solis

PisanieTemat: Re: Rynek   Pon Lut 10, 2014 6:16 pm

Byłaby właściwie skłonna założyć hodowlę grzybów, gdyby nie fakt, że jest w życiu bardzo zajęta, a mało co takie choćby pieczarki przynosiły. W dodatku trzeba byłoby je nawozić, a tego nam się robić nie chce. Chyba, że ptaki polubiłyby ich smak. Może wtedy nie musiałaby wracać do swojego mieszkania. Ojciec pewnie by zrozumiał, powiedziałaby, że się do kogoś przeprowadza. Ale szła zima i nie powinna siedzieć na zewnątrz. Jak tu się zdecydować Valie, no jak? Skoro z jednej strony chciałabyś wylecieć z rodzinnego gniazda (jako osoba uzależniona od towarzystwa ptaków, musiała znać takie przysłowia), z drugiej jednak było Ci zimno. A właśnie, czy było Ci w tej chwili zimno, Leil? Owszem, bo ten piekielny deszcz nie tylko zniszczy Ci fryzurę, oraz cerę, a i obniży temperaturę twojego ciała. Cóż, prawdopodobnie jako jeden z niewielu czynników z otoczenia potrafił sprawić, że Con stawała się jeszcze bardziej chłodna niż zazwyczaj. Choć może uśmiech, jakim obdarzyła chłopaka w szarości trochę ocieplił jej wizerunek, nie była wcale taka przyjemna. Ale to też zależy dla kogo, bowiem jako nie do końca poważna istota często nie umiała się zdecydować. Podobno tylko głupcy nie potrafią podjąć decyzji, ale czy czarnowłosej brakowało rozumu? Wątpię, choć zależy o jaki typ rozumu nam chodzi. Bo jeżeli chodzi o instynkt samozachowawczy i rozwagę, to faktycznie. Bo niby nie obchodziło ją, czy może stracić życie, czasami się nawet o to starała, ale nikomu o tym nigdy nie mówiła, bo to nie przystoi pannie z dobrego domu. Powiedzmy, że jest dobry, Valie, rób dobre wrażenie przed sobą samą.
Właściwie to nie bardzo obchodziło ją zdanie innych na temat osobowości, bo wygląd to trochę inna sprawa. Ale przecież, jeżeli ogólny wizerunek byłby dla niej ważny, to nie wdrapywałaby się na wszelkie wysokie obiekty w Sad Town? Nie, tak myślę. Ale nie ma to tamto, zrobiła się głodna. Nie od wcześniejszego myślenia o grzybach, a od wizji babeczek która przelatywała jej gdzieś w głębi jaźni.
Kiedy usłyszała z ust obu chłopaków słowo "Cyrk", dreszcz przeszedł jej po plecach. Idiotko, wdałaś się w dyskusję z cyrkowcem! Zwariowałaś! - skarciła się w myśli, ale po chwili odpowiedziała na własne pretensje:
Jeżeli jest jednym z tych nawiedzonych, wiecznie z siebie zadowolonych psycholi, to czemu nie zaczął nawracać nas na drogę szczęścia i wesołości? I czemu jeszcze żyjemy, skoro byli tacy straszni jak mówił jej ojciec?
W normalnym nastroju mogłaby się jeszcze odwrócić i odejść, dziś jednak intuicja zanikła kompletnie, toteż mózg mówił jej, że ma zanieść kartofle tam, gdzie ją zaprowadzą. Była to pewnie ta część mózgu odpowiedzialna za jej wygląd.
-Gwiazdę cyrku, to jest? - powiedziała, wzdychając cicho. Szkoda, że nie zastanowiła się dziś i nie zabrała po drodze większej ilości przyjaciół. Może zlecą się potem?
Generalnie chętnie zobaczyłaby cyrk, ale nie miała gwarancji, że ten człowiek mieszkał właśnie w przyczepie cyrkowej. Równie dobrze mógł sobie coś w okolicy wynająć.
Valie, nie widzisz, że coś tu nie gra?
Coś nie gra? Ale co nie gra? Muzyka nie gra, ale tak to wszytk... A zaraz, idzie do domu człowieka, a nie ma nawet pojęcia, jak się nazywa.
-Jestem Convalie - poczuła się w obowiązku poinformowania obu mężczyzn o początku swojej godności, bo nazwisko chyba nie było zbyt potrzebne? Oj, Leil, ile w tobie dzisiaj wahań, ciągle tylko zadręczasz się pytaniami, których nie mówisz nawet głośno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Grey

avatar

Liczba postów : 54
Pochodzenie : Desperatio

PisanieTemat: Re: Rynek   Pią Lut 14, 2014 10:18 pm

- Tak, cyrku. - powtórzył po chłopaku ze skwaszoną miną. Może nie przypominał wtedy klauna - ani żadnej atrakcji w ogóle - ale czuł się z cyrkiem głęboko związany, dlatego każdą skierowaną do niego obelgę odbierał jako osobistą obrazę. ...czasami nawet wtedy gdy nią właściwie nie była. W każdym razie, można spokojnie stwierdzić że był na jego punkcie troszkę... przewrażliwiony.
- ...niespodzianka. - odpowiedział po chwili nieznajomej, kiedy już zdołał pozbierać do kupy kawałki kopniętej przez nią dumy. Doskonale wiedział jak wygląda rozmowa z mieszkańcami miasta, ale cały czas podejmował się jej z nieśmiertelną nadzieją na jakiś przełom.
Niezmiernie denerwowało go ich podejście do cyrku. Prawdę mówiąc sam nie do końca rozumiał co śmiesznego może być w podrzucaniu talerzy albo kręgli, ale szanował swoją pracę i jej środowisko, a każde "o żal cyrk" sprawiało, że - mniej lub bardziej - miał ochotę przywalić temu komuś ziemniakiem. Tym razem było to akurat "mniej", nawet mimo aury gardzących cyrkiem napierającej na niego z dwóch stron, jak mu się przynajmniej zdawało.
- Oczywiście jeśli je lubicie. - dodał głośniej, schylając się po ostatniego ziemniaka. Jasne, że nie lubią. Kto by w ogóle lubił takie rzeczy. Przecież niespodzianki i radość są bezsensowne - a jeśli cokolwiek w ogóle ma sens, to jest to gapienie się w niebo.
Obrócił głowę w kierunku dziewczyny i przez chwilę patrzył na nią, jakby ta powiedziała coś dziwnego. - Grey. - odparł wyprostowawszy się i po raz ostatni rzucił wzrokiem na pokrzywdzony chodnik. Wyglądało na to, że zebrali wszystkie.
- A teraz chodźmy, jeśli nie chcecie przemoknąć do reszty.

*le mistrz długiego posta*
gomen ;w;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rynek   

Powrót do góry Go down
 
Rynek
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Główny Rynek

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 ::  :: Centrum-
Skocz do: